To będzie Krótka historia o samotności.…

Chyba nigdy nie zakładała, że będzie sama wychowywać swoje dzieci, zostanie samodzielną matką w pełnym tego słowa znaczeniu i samotną.

Chociaż, ktoś z boku mógłby powiedzieć, że koło niej cały czas byli znajomi. Ci dalsi i Ci bliżsi. Przyjaciele. Rodzina czasami pojawiała się na horyzoncie. Miała też ich, kopie swoich oczu, nosa, skrzywionego palca u prawej ręki i blond włosów. Nie była sama, była osamotniona w samodzielności i odpowiedzialności. To chyba właściwe słowo. Taka matczyna samotność.

Taka była, samodzielna i samotna matka.

W ciągu dnia nie miała czasu się nad tym zastanawiać, cały czas biegła, rano pobudka, wyjście z psem, szybkie kupno bułek w sklepie na rogu, powrót, budzenie dzieci, fochy te mniejsze i większe, błyskawiczne śniadanie, standardowe nie zrobię, nie wezmę, a po co i dlaczego, potem pęd do szkoły i pracy. Wszystko w biegu, zawsze był niedoczas. Ale paradoksalnie dzięki niemu nie miała czasu na myślenie. Im mniej masz wolnego czasu tym jesteś zdrowsza psychicznie bo zwyczajnie nie analizujesz swojego życia. Doszła do perfekcyjnej automatyzacji swojego zawodu matki. Szybciej, szybciej, wydajniej. Tylko co jakiś czas nerwowy krzyk przedzierał ten proces.

Jak było ciepło wsiadała na rower i jechała. Zostawiała za sobą wszystko, dzieci, odpowiedzialność, która przygniatała ją wieczorami tak mocno, że nie mogła złapać oddechu. Wsiadała i jechała jak najszybciej, aby poczuć wiatr we włosach, przymykała oczy, zwracała twarz w stronę słońca, które dawało jej namiastkę ciepła. Była to jedna z nielicznych czynności w ciągu dnia, sprawiająca jej tak ogromną radość. Czuła wolność. Kątem oka obserwowała migający krajobraz. Patrzyła na ludzi. Jechała. Słuchała ulubionej muzyki. To było jej wejście w dzień.

Później brała udział w maratonie, wyrobić się ze wszystkim, odebrać dzieci na czas ze szkoły, czasami od znajomych, którzy dzielnie pomagali, wcielając się w rolę kolejnych cioć i wujków. Wyjść z psem, zrobić szybkie zakupy na obiad, ugotować obiad, podać obiad, ogarnąć mieszkanie, ogarnąć dzieci, pomóc przy lekcjach, wysłuchać tysięcy opowiadań o tym, co zrobił Janek ten z 2d i Paulina, wytłumaczyć, dlaczego ludzie nie są doskonali, otrzeć łzy, przytulić znaleźć czas na zabawę, powiedzieć dobranoc i kocham cię milion razy. Czasami miała zadania specjalne jak sklejenie małego serca, które połamał ten niedobry Piotrek. Albo musiała zaprawić stłuczone kolano. Była też mistrzynią prac plastycznych po godzinie 22. Przeważnie wtedy dzieci przypominały sobie, że ten kordonek, włóczka i jakieś inne bzdety były potrzebne na jutro.

Na wieczór wychodziła kolejny raz z psem, którego miała nie mieć, ale przybłąkał się a ona nie miała serca go oddać i tak został w tym kołowrotku. Wracała do domu. Przeważnie była 23, ale to jeszcze nie był koniec, jeszcze prace zlecone, bo trzeba z czegoś żyć, podstawowe wynagrodzenie nie zaspokajało potrzeb na tyle, na ile chciała, więc walczyła o parę złotych. A państwo uważało, że zarabia wystarczająco dużo, więc o funduszy alimentacyjnym mogła zapomnieć. Czasami była tak zmęczona , że miała ochotę walić głową w ścianę, z bezsilności. Ale była dumna z siebie. Z tego, że mimo wszystko jest, stoi na posterunku jak to drzewo. I będzie. Poprawiała włosy, robiła kolejną kawę i pracowała.

Potem kładła się spać, przynajmniej próbowała, wtedy najbardziej odczuwała jej obecność.

Bezszelestnie zakradała się, przemykała pod ścianą i zajmowała miejsce w salonie. Nie umiała jej wygonić, wyrzucić za drzwi, obezwładniała ją każdego wieczora doprowadzając do płaczu.

Samotność.

O ile dawała sobie radę w ciągu dnia, wieczorami się poddawała, kiedy owijała się kołdrą najmocniej jak potrafiła wtulając głowę w poduszkę, walczyła z obezwładniającym ja lękiem, napędzanym brakiem oparcia w drugim człowieku, który miał być, ale mu nie wyszło. Bała się o to czy da radę, co się stanie gdyby jej zabrakło, a jak straci pracę, co wtedy? Samotność tylko klaskała w dłonie śmiejąc się szyderczo.   

Rozsiadała się w swoim fotelu i patrzyła na to nieme przedstawienie.

Rano wstawała gotowa do walki o nowy dzień, zakładała uśmiech, malowała oczy, i biegła.

Na co dzień była dzielna, jechała na swoim rowerze. Przenosiła góry. Tylko wieczorami, kiedy wszyscy spali, kiedy zdjęła uśmiech i zmyła makijaż, kiedy leżała bezbronna w łóżku owinięta kołdrą, która dawała namiastkę poczucia bezpieczeństwa……

Jaka jest dzisiaj? Gdybyś ją spotkała zobaczysz wesołą kobietę, z błyskiem w oku. Czasami jak się uśmiechnie widać na jej twarzy sieć zmarszczek, jakąś bruzdę, która została. Ma lepsze i gorsze dni, rzuci mięsem, popłacze w poduszkę, ale wieczorami kładzie się w ciepłym łóżku, już nie musi otulać się szczelnie kołdrą, aby czuć się bezpiecznie.

Trudno o morał tej historii, ale jest szczęśliwe zakończenie. Pewna sprawiedliwość. Karma, która wraca do człowieka. Życie bywa przewrotne, nie wiesz, kogo spotkasz za rogiem, co się wydarzy za miesiąc, dwa a może rok. Jak bardzo może zmienić się Twoje życie, w jak innym miejscu możesz się znaleźć. Rób swoje najlepiej jak potrafisz. Pamiętaj WSZYSTKO wraca do człowieka. Czyń dobro, dostaniesz dobro. Czasami w małych rzeczach, w ludziach, których spotkasz na swojej drodze. Może to frazes, ale wszystko ma sens, chociaż teraz wydaje ci się, że to nieprawda.

Jeżeli teraz płaczesz w poduszkę, albo szybko opłukujesz twarz zimną wodą, żeby w pracy nikt przypadkiem nie zauważył, że coś się dzieje, nie martw się, wszystko się może zmienić, tylko zachowaj wiarę, nadzieję i nigdy się nie poddawaj. Nigdy.

Może zainteresuje Cię również wpis o Samodzielnej Mamie

Ps. Podobało się? Zostaw po sobie ślad! Możesz polubić, skomentować, udostępnić 🙂Albo wracać, będzie mi miło.

Podobne wpisy