Chomiki w kołowrotku.

Chomiki w kołowrotku.

Dorosłe życie czasami mnie przytłacza. Naprawdę. Dorosłe życie mnie, jako kobiety i jako matki i jako nie żony przytłacza mnie momentami tak, że nie mam siły oddychać. Jaki jest sens naszego życia. .. Każdy jeden dzień naszpikowany jest do granic, jak balonik, pompowany powietrzem, niemalże pęka. Bieg od rana do wieczora, jak pracowałam zawodowo, chociaż miałam chwilę odpoczynku w pracy, takiego psychicznego, a teraz jak jestem w tym kołowrotku nie mam, kiedy się zatrzymać. Każdy czegoś chce, od suki począwszy na króliku skończywszy, przez pierwszą, drugiego, trzeciego i nie męża, który z racji tego, że praktycznie nie bywa w domu, za wiele mi nie dorzuca, by zwyczajnie go nie ma. Co wcale nie jest takie fajne, bo cała uwaga domowników i zwierząt futerkowych skupiona jest na mnie a ja jestem w jednej osobie a nie w dziesięciu, tylko tego już nikt nie rozumie. Tak, więc jestem w tym moim kołowrotku jak taki chomik, który wiecznie kręci się w kółko i biegnie,

Mój sposób aby być szczęśliwym człowiekiem.

mój sposób aby być szczęśliwym człowiekiem.

Mój sposób aby być szczęśliwym człowiekiem. Muszę się z wami czymś podzielić. Ostatnio dokonałam odkrycia czegoś, co sprawiło, że zwyczajnie żyje mi się lepiej. Kiedyś, te dobre kilka lat temu byłam bardzo akuratna, dokładna, bardzo zależało mi na tym, aby wszystko, co robię, było super. Ważne było dla mnie to, co pomyślą inni. Bardzo liczyłam się z otoczeniem i starałam spełniać oczekiwania. Robiłam przyjęcia, święta dwa razy w roku, oczywiście koniecznie u nas w domu, nie ważne, że dwoje małych dzieci wisiało mi na nogach. Robiłam, w pocie czoła, urobiona po łokcie. Zawsze były perfekcyjnie. Mało tego były w dwóch turach, bo nasze rodziny się nie lubiły, więc o 14 przychodziła tura numer 1, a o 17 tura numer dwa. Za każdym razem słyszałam na swój temat same superlatywy. Oczywiście moja aktywność nie kończyła się w kuchni, zgłaszałam się do różnych rzeczy, w przedszkolu dzieci, w szkole, w pracy oczywiście też. Chciałam być

Nie pożądaj życia cudzego.

Nie pożądaj życia cudzego.

Nie pożądaj życia cudzego. …..Karmię młodego, takie przedpołudnie, głowa oparta na tonie poduszek w ręku telefon, na książkę jeszcze za wcześnie. I tak sobie podglądam ludzi przerzucając zdjęcia na Instagramie czy innym socialu. Takie niewinne podglądactwo, nie macie czasem takiego wrażenia? Widzę różne kadry z życia, nie mojego, czyjegoś, kogoś, kogo nawet nie znam, ale go obserwuję, bo on obserwuje mnie, czasami wpiszę komentarza super, pięknie albo inny banał. Wystylizowane fotografie, kobiety, w pełnym makijażu, w idealnym wnętrzu, każda poduszka ma swoje miejsce, każdy fragment misternie przygotowanej scenerii, która ma się podobać i mówić popatrz, jakie mam wspaniałe życie. Jaka jestem ładna, zadbana, jaki mam cudowny dom, kuchnię, salon, jakie piękne dzieci, zawsze właściwie ubrane. Dziewczynki z przepaskami na włosach, nawet jak ich nie mają. Pod takim zdjęciem milion komentarzy piękna, wspaniała, jaki cudowny dom, jaka kuchnia, jaki dywan, jakie ubranka, jaka figura. Tona ochów i achów. Idealne kadry idealnego życia. Niektórzy tylko podglądają jak

Dopóki śmierć nas nie rozłączy.

Dopóki śmierć nas nie rozłączy.

...Dopóki śmierć nas nie rozłączy, na dobre i złe... Bycie razem wcale nie jest proste. Czasami bycie z samym sobą jest trudne a co dopiero z drugim człowiekiem. Nie wiem czy jest jakiś złoty patent, ale ja mam pewną teorię na ten temat, a dokładnie kilka słów kluczy, które nakreśliło w mojej głowie życie. Nie jestem oczywiście jakimś super autorytetem, wszak jedno małżeństwo się rozpadło i u mnie i u NM, ale może właśnie dlatego patrzymy się teraz inaczej na siebie, bardziej dbamy, jesteśmy elastyczni, wyrozumiali. Wydaje mi się, że każdy z nas na początku trochę gra, chce się pokazać z tej najlepszej strony. Trochę bardziej się śmieje, wygłupia, przymyka oko na różne niedociągnięcia. Bardziej dba o wygląd. Zawsze jest się ubranym, pachnącym, uśmiechniętym i zadowolonym. Może trochę nakręca nas chemia, różowe okulary i endorfiny, ale prędzej czy później przychodzi życie. Nie twierdzę, że jest gorsze, jest inne, poczochrane, niewyspane, sfrustrowane, a

Ty też możesz polubić swoje życie. Wystarczy chcieć.

Ty też możesz polubić swoje życie. Wystarczy chcieć.

Ty też możesz polubić swoje życie. Wystarczy chcieć. Człowiek ma kapryśną naturę, lubi marudzić i narzekać na wszystko, począwszy od pogody. Generalnie jakkolwiek by nie było dobrze, zawsze jakąś dziurę w cały można znaleźć, następnie się jej uczepić i już nasze życie jest nie takie. Bo plany były inne, marzenia inne, a gdzie jesteśmy? Dlaczego tutaj, w tym miejscu właśnie, jak mieliśmy być zupełnie gdzie indziej? Myślicie, że ja jestem inna? Nie jestem, ale pracuję nad tym, aby dostrzegać plusy. To jest bardzo ważne. BARDZO. Oczywiście, kiedy mam PMS to mi nic nie pomoże i wtedy świat jest zły, gryzie mnie i kopie, nikt mnie nie kocha, a ja mam ochotę popełnić seppuku, ale w każdy inny dzień staram się widzieć tą jaśniejszą stronę życia. To gdzie jesteśmy, jest tak naprawdę efektem naszych wyborów i decyzji. Oczywiście jest też element wypadków, decyzji osób trzecich, z którymi byliśmy, jakiś okoliczności. Wiadomo. W każdym razie,

Kosmetyczka prawdę ci powie.

Kosmetyczka prawdę ci powie.

Kosmetyczka prawdę ci powie. Wiecie, kto jest najlepszy psychologiem na świecie? Nikt inny jak kosmetyczka. Osoba całkowicie niezwiązana z naszym życiem, z psychologią. Ot zwykły człowiek, który powie zwyczajnie, co myśli. Ja przyznaję się bez bicia zakładam sobie rzęsy. Uwielbiam je za wygodę. Wstaję rano i jestem zrobiona. Taka moja fanaberia, poza tym trzeba czuć się dobrze we własnej skórze. Zabrakło mi czasu na siłownię to, chociaż to. Moja kosmetyczka to przemiła osoba, w wieku zbliżonym do mojego, doświadczona przez życie równie mocno jak ja. Poszłam do niej ostatnio na klejenie w fatalnym stanie psychicznym, wiele sytuacji się zbiegło, za duży niedobór snu, brak możliwości odreagowania, wieczny pęd, tona pracy. Z boku może się wydawać, że taka mama wychowująca dzieci i pracująca w domu to ma super. Wszystko łączy, dojeżdżać nie musi. Fajnie. Tylko taka mama pracuje dosłownie 24 na dobę. Nie mąż wraca koło 18 wychodzi rano, junior w ciągu dnia jest wymagającą bestyjką do tego