A jakim rodzicem TY jesteś?

A jakim rodzicem TY jesteś?

Chciałam się z wami podzielić pewną refleksją. Może będzie to wskazówka, może nie, w każdym razie wydaje mi się, że jest to bardzo ważne. Zastanawialiście się, co wystarczy zrobić, aby być zwyczajnie dobrym rodzicem, albo inaczej jak sobie pomóc, aby było łatwiej? Bo wychowanie dzieci to nie bułka z masłem. Już wam mówię.... Wystarczy zaakceptować nasze dziecko takim, jakie jest. To wszystko. To jest klucz, podstawa, fundament, bez tego zwyczajnie się nie da, albo robi się bardzo trudno. Mówię tutaj o akceptacji jego cech, predyspozycji, możliwości, czasami odmienności od rówieśników. Nie jest to równoznaczne z brakiem pracy nad dzieckiem, ale pracujmy nie po to, aby to dziecko spełniło nasze oczekiwania, tylko po to, aby pomóc jemu odnaleźć się w świecie, właśnie takim, jakie jest, z tymi możliwościami, jakie ma. Taka akceptacja, wcale nie jest łatwa i oczywista w sytuacji, kiedy nasz maluch nie jest idealny. Może się wolniej rozwijać, później zacząć mówić, mieć problemy z adaptacją wśród rówieśników.

Chomiki w kołowrotku.

Chomiki w kołowrotku.

Dorosłe życie czasami mnie przytłacza. Naprawdę. Dorosłe życie mnie, jako kobiety i jako matki i jako nie żony przytłacza mnie momentami tak, że nie mam siły oddychać. Jaki jest sens naszego życia. .. Każdy jeden dzień naszpikowany jest do granic, jak balonik, pompowany powietrzem, niemalże pęka. Bieg od rana do wieczora, jak pracowałam zawodowo, chociaż miałam chwilę odpoczynku w pracy, takiego psychicznego, a teraz jak jestem w tym kołowrotku nie mam, kiedy się zatrzymać. Każdy czegoś chce, od suki począwszy na króliku skończywszy, przez pierwszą, drugiego, trzeciego i nie męża, który z racji tego, że praktycznie nie bywa w domu, za wiele mi nie dorzuca, by zwyczajnie go nie ma. Co wcale nie jest takie fajne, bo cała uwaga domowników i zwierząt futerkowych skupiona jest na mnie a ja jestem w jednej osobie a nie w dziesięciu, tylko tego już nikt nie rozumie. Tak, więc jestem w tym moim kołowrotku jak taki chomik, który wiecznie kręci się w kółko i biegnie,

Nie jestem Idealnym Rodzicem.

Nie jestem Idealnym Rodzicem.

Może zacznę od tego, że nie jestem idealnym rodzicem, czy w ogóle tacy istnieją? Może co po niektórzy sobie tak myślą, że są tacy zajebiści, ale ja nigdy nie uważałam się za idealnego rodzica, wręcz przeciwnie. Im więcej dzieci urodziłam tym mam gorszą samoocenę a mój autorytet ciągnie się po ziemi jak szmata od podłogi. Czasami się zastanawiam czy on w ogóle jeszcze jest. Nie wiem jak jest u Was w domu, czy wasze młode słuchają tego, co staracie się im przekazać w każdy możliwy sposób werbalny i niewerbalny, bo ja poległam sromotnie i mam wrażenie, że każdego dnia gadam z dupą, która regularnie się na mnie wypróżnia, nawet kilkukrotnie. Przepraszam za nieładne porównanie. Podobno, aby właściwie przygotować się do rodzicielstwa należy uprzednio 4 lata wcześniej gadać do słupa. U nas w domu są 2 duże słupy i jeden malutki. W tym jeden damski, on się liczy za dwa słupy. Każdego dnia wstaję rano i sobie powtarzam to będzie dobry dzień. Dzisiaj

Jesienna depresja jak z nią wygrać.

Nie wiem jak u was, ale dla mnie jesień, taka późna, absolutnie nie mówię o tej złotej, ciepłej jesieni, to jedna z najbardziej przybijających pór roku. Nie dość, że szaro, buro, pizga wiatrem, deszczem i cholera wie, czym jeszcze to dodatkowo, jest to okres wprost wymarzony dla infekcji mniejszych i większych i związanym z tym aresztem domowym z małym rozbójnikiem, którego aktualnie wychowujemy. Nic tylko sobie strzelić w głowę. Jak bym tak pogrzebała pamięcią, zawsze, ale to zawsze ten okresy był dla mnie traumatyczny. Dni ciągnęły się jak flaki z olejem, przeważnie w 4 ścianach, chyba, że warunki atmosferyczne pozwalały na więcej na przykład spacer do sklepu, po gazetkę do kiosku na rogu albo wizytę u znajomych, przy założeniu, że akurat zarówno moje jak i ich dzieci były zdrowe, a uwierzcie, taka kombinacja zdarzała się od wielkiego dzwonu. Tak, więc siedziałam i starałam się nie zwariować, powtarzając sobie każdego ranka: Anka to będzie dobry dzień. Nastawienie to połowa sukcesu, bo szklanka może być

Tadek niejadek. Moje dziecko nie chce nic jeść.

Tadek niejadek. Moje dziecko nie chce nic jeść.

Tadek niejadek. Moje dziecko nie chce nic jeść. Znacie ten problem? Problem Tadka niejadka, czyli młodego człowieka, który na widok pożywienia ucieka gdzie pieprz rośnie, jakby ono chciało go, co najmniej zaatakować? Ja znam. Nawet znam bardzo dobrze i pomyślałam, że napiszę o tym słów kilka ku pokrzepieniu serc matek, latających za dzieckiem z łyżeczką po placu zabaw. Z mojej trójki potomstwa jedynie średni od narodzin pałał niespotykaną afirmacją wszelkiej treści pokarmowej. Jak tylko się wykluł dwie godziny płakał, bo był głodny i tak mu zostało. Je od zawsze, totalnie wszystko. Nie wybrzydza, młóci aż miło. Natomiast pierwsza. Tak o niej mogłabym napisać książkę pod tytułem jak doprowadzić młodą matkę do zawału. I tutaj też pewne cechy były u niej widoczne od narodzin. Wyobraźcie sobie, że wytrzymała dwie doby tylko na mojej siarze, bo mleka to ja nie miałam, dopiero trzeciego dnia zaskoczyłam. Nie marudziła, ssała, ssała, oczywiście troszkę spadła z wagi, ale generalnie jedzenie nie było jej priorytetem. I tak zostało. Do skończenia

Może powinna pani pójść z synem do psychologa?

Może powinna pani pójść z synem do psychologa?

Może powinna pani pójść z synem do psychologa? Tytuł wymaga wprowadzenia. Otóż, jak wiecie, zaczęłam z JR uczęszczać na zajęcia dedykowane dla dzieci w wieku 2-4 lat, które mają poniekąd przygotować malucha do przedszkola. Nasza grupa nazywa się dumnie skrzaty i jest fajnie. Pisałam również, że temperament młody ma i jak mu coś nie pasuje okazuje to całym sobą przez śligi na podłoże twarde. Ślizgom towarzyszy szloch i sceniczne ruchy nogami i rękami. Ja generalnie pozwalam mu wyrażać swoje emocje, ponieważ jest to ludzkie. Ataki złości u małych dzieci są czymś normalnym. Okazuje się, że nie dla wszystkich. Rzecz miała się następująco. Jesteśmy grzecznie na zajęciach, młody trochę uczestniczy, trochę się bawi. Słucha się połowicznie zafascynowany jakimś odkurzaczem, lodówką i spacerówką dla lalek. Trudno. Z góry założyłam, że przychodzę na spotkania dla niego, nie dla siebie. Postanowiłam, że nie będę go zmuszać do aktywności, bo tylko go zniechęcę a cel mam odwrotny, prawda? Przebrnęliśmy przez