Mam koleżankę, bliską mi bardzo. Samodzielnie wychowuje dzieci. Z mężem rozstała się już dawno, miała powody, mocne powody. Mówi, że jest samotna, czuje się samotna. Zimą daje radę, jesienią też, bo szaro, buro, mało ludzi na ulicach, mało par trzymających się za ręce, wspomnienia nie wracają. Niestety jak tylko wyjdzie słońce, zrobi się cieplej, Ona się zapada. Wszystko jej się przypomina, wspólne wyjazdy, wakacje, spacery.

Jestem sama, mówi mi często podczas rozmów. Nie mogę się zebrać, nic mnie nie cieszy. Dzisiaj wstałam z łóżka dopiero o 12:00. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Cały czas o tym myślę.

Od jej rozwodu minęło wiele lat. Równie wiele lat była ze swoim mężem. Nie potrafi zapomnieć. O wspólnych chwilach, o wyjazdach, o byciu z drugim człowiekiem. Podobno nie byli udanym małżeństwem, dużo złego się działo. Mimo to, Ona tęskni. Jej mąż od zawsze był częścią jej życia.

Nie umie być sama ze sobą. Tak naprawdę nie jest sama, ma dzieci, psa, rodzinę, przyjaciół. Mimo to brakuje jej drugiego człowieka, na co dzień. Jest to ten rodzaj braku, którego nie można zakrzyczeć. Nie pomógł psycholog, terapia, spotkania z przyjaciółmi, nic nie jest w stanie zapełnić pustki, jaka powstała gdzieś w jej sercu.

Często rozmawiamy, Ona mówi, że wie, że tak jest lepiej, że zwyczajnie nie mogli być razem. Tylko cały czas tęskni. Do końca nie jest w stanie stwierdzić, czy tęskni konkretnie za mężem czy też za wspomnieniami. Te złe chwile już zapomniała, zostały tylko dobre, jak kadry uwiecznione na fotografiach w albumie na półce.

Tak naprawdę to ją rozumiem doskonale, sama wielokrotnie traciłam ludzi, którzy byli dla mnie bardzo ważni. Wielokrotnie wydawało mi się, że nie poukładam swojego życia bez tej konkretnej osoby. Niestety ludzie przychodzą i odchodzą. Nie mamy wpływu na decyzje innych. Swoich decyzji już podjętych też nie możemy zmienić.
Smutne jest to, że rozpamiętywanie o przeszłości ma taki wpływ na teraźniejszość. Mam wrażenie, że Ona zapomniała, że trzeba żyć, cieszyć się tym, co jest, mimo wszystko.
Co zrobić w takiej sytuacji?

Niestety nie ma złotego środka, bo każdy z nas jest inny. Co można zrobić?
Można dać sobie więcej czasu. On leczy niemal wszystkie rany. Ja czekałam, aż minie ból, smutek, tęsknota. I zawsze powtarzałam sobie jedno zdanie za rok o tej porze wszystko będzie wyglądać inaczej. To zdanie często dawało mi nadzieję.

Można spróbować pogodzić się z przeszłością. Tak akceptacja jest ważna. Trzeba żyć dalej. Tak to slogan wiem, ale prawdziwy. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Szkoda każdej minuty naprawdę.

Można i nawet trzeba nie porównywać swojego życia z życiem innych. Raz, że nie wiemy jak jest u nich naprawdę, przez co przeszli i tak dalej. Dwa to nasze życie jest ważne. To Ty masz być szczęśliwa a nie sąsiad. Tak naprawdę, co Oni Cię obchodzą?

Można postarać się nie myśleć za dużo. Każdy dzień jest do przodu. I tak pomału dzień po dniu, krok po kroczku. Skupiać się na dniu dzisiejszym, nie zastanawiać się za bardzo, nie szukać problemów, nie drążyć, nie stwarzać problemów. Byle do przodu, będzie lepiej.

Można zaakceptować siebie i polubić się z całym dobrodziejstwem inwentarza. Zwyczajnie. Trzeba zrobić wszystko, aby poczuć się ze sobą dobrze.

Można wyznaczyć czas w ciągu dnia na wspominanie, płakanie, wracanie do przeszłości.

Można uśmiechać się i myśleć pozytywnie. Im więcej się śmiejesz tym więcej pozytywnych ludzi dookoła Ciebie.

Może to tylko slogany, ale wszystko jest w naszej głowie, wystarczy ją przeprogramować i iść do przodu.

Kiedyś przeczytałam takie zdanie, już nie pamiętam, u kogo, ale wryło mi się w pamięć:
„ Trzeba natychmiast żyć jest później niż się wydaje.”


Podobało się?

Zostaw po sobie ślad!

Możesz polubić, skomentować, udostępnić 🙂

Albo wracać, będzie mi miło.

Podobne wpisy