Poświątecznie.

 

To, że chorowaliśmy przed Wigilią i w Wigilię nie zdziwiło mnie zupełnie. To, że z gilem do pasa, zapasem chusteczek i kropli do nosa ogarniałam syf kuchenny, ponieważ mnie dopadło na końcu, również mnie nie powaliło na łopatki, taka karma.  W Wigilię nałożyłam sobie dwie maseczki, z serii tych, co działają cuda. Założyłam, że w tak szczególny dzień cud jak najbardziej mi się należy. Wklepałam tonę mazidła na zmarchy, wory pod oczami i inne takie. Tapetę na twarzy utrwaliłam lakierem do włosów i było ok. Look jak ta lala. Nawet wcisnęłam się w sukienkę tą sprzed ciąży. Tutaj podziękowania dla koleżanki Chodakowskiej. W przypływie naiwności i wiary w cuda, zakładałam, że najmłodsze, jako, że na cycku, jest chronione i chorować nie powinno.

zrekonstruowani

I tak zgodnie z karmą powitaliśmy drugi dzień świąt z temperaturą u juniora. Niestety termometr, który nabyłam ostatnio, taki, co pomiar w ciągu sekundy podaje, zaczął nam pokazywać tylko w Fahrenheit-ach. Nie pytajcie, czemu, instrukcja niby dla debili, ale nie rozjaśniła nam sposobu zmiany z F na C. Po kilku próbach, zmianie baterii innych cudach postanowiliśmy przeliczać zgodnie z danymi, jakie podaje wujek Google. Nawet wydrukowałam sobie już taką tabelkę z przelicznikiem. I tak kilka pomiarów, średnia po przeliczeniu z F na C 38.5 fajnie nie jest. Muszę Wam powiedzieć, że już zapomniałam, co i jak robić jak takie malusie dziecię choruje. Wiem mam 3 dzieci i co z tego? Trochę czasu minęło od ostatniego, jakieś 8 lat. I tak myślałam popijając kawę jechać do lekarza od razu czy poczekać, a jak poczekam to czy się nie rozwinie, a jak się rozwinie a ja nie pojadę, to będzie moja wina. Sprawę komplikował 2 dzień świąt zamknięte wszystkie poradnie poza dyżurującymi oczywiście.

Finalnie pojechaliśmy, sprawę przesądził telefon do znajomego nie męża z czasów szkoły średniej, pediatry, niestety miał dyżur w Rawie, więc trochę daleko. W każdym razie on właśnie utwierdził nas w przekonaniu, że u takiego mini człowieka skok temperatury może oznaczać wszystko. Może to być nic poważnego i zapalenie płuc. Zapamiętaliśmy tylko to zapalenie płuc. Ruszyliśmy na podbój dyżurujących POZ-tów. Niestety nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł. Przychodnie pękały w szwach. Kolejki do rejestracji z ogonkiem, nie było szans się przepchać, niemowlęta też były, ich matki warczały broniąc swoich pozycji. Masakra jakaś. Łódź zawalona, w Zgierzu czekali w samochodach, bo strach w środku. Jakiś pomór. Na parkingu przed przychodnią w Zgierzu zwątpiliśmy. Może coś prywatnie, oczywiście nikt nie podnosi słuchawki, tak jakby święta, szukamy, szperamy w Google i trafiliśmy na Panią doktor Annę G., jako jedyna odebrała telefon, co prawda nie przyjmuje, bo sama się hospitalizuje, ale pokierowała nas do pewnego szpitala na terenie naszego miasta . Ciągle to zapalenie płuc krążyło między słowami. Sama zgłupiałam i zaczęłam się zastanawiać czy nie przeoczyłam jakiś objawów, jak kaszel na przykład. Łypiąc na śpiące młode tonęłam w poczuciu winy, co ze mnie za matka, która nie umie rozpoznać symptomów chorobowych. Dojechaliśmy. Na miejscu pusto, cicho, przyjemnie i po remoncie. Pastele na ścianach, mysie pysie i inne miłe stwory. Przesympatyczny personel. Oczywiście oberwało nam się po uszach, bo to szpital a nie przychodnia, i to, że pusto to przypadek, wcześniej czarno było. I na przyszłość to mamy się kierować tam gdzie ta kolejka z ogonkiem była. Przyjęliśmy wszystko na klatę, trochę się potłumaczyliśmy, pogapiliśmy w podłogę dłubiąc butem, że nie wiedzieliśmy i tak dalej, ale dziecko z gorączką i się boimy. Czekaliśmy może 20 minut. Młode na wieczór było praktycznie zdrowe, gorączka już nie wróciła.  Chyba spanikowaliśmy trochę. Co zrobić. Wnioski na przyszłość wyciągnęliśmy następujące:

– nie panikować, lepiej poczekać.

– znaleźć sobie lekarza prywatnego, który w nagłych przypadkach odbiera telefon.

– przychodnie dyżurujące w okresie świątecznym omijać łukiem szerokim.

Tyle w temacie. Miłego wieczoru.

 

 

 

Podobało się? Zostaw po sobie ślad, możesz polubić, skomentować…. Albo wracać, będzie mi miło.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podobne wpisy