Dzielimy życie na lata. Ten rok był taki, tamten siaki, w tym było to be a w tamtym tamto. W sumie fajna sprawa, zawsze możemy coś zmienić. Można schudnąć, rzucić palenie po raz tysięczny, zmienić pracę, wyjść za mąż, spłodzić kolejnego potomka i tak dalej. Zawsze można sobie powiedzieć kolejny rok na pewno będzie lepszy. W końcu nadzieja, mimo, że jest matką głupich umiera ostatnia i kocha swoje dzieci. Przeważnie na koniec roku dogania nas refleksja i zmusza do zastanowienia się nad tym i tamtym. Czasami wytknie jakiś błąd albo wyciśnie łezkę podsuwając miły kadr wspomnień. Ja podobnie jak wielu z Was, co roku robię podsumowanie z tego, co się wydarzyło, a działo się wiele. Rok temu o tej porze mieszkałam jeszcze w starym mieszkaniu i miałam się całkiem dobrze pracując i licząc dni od poniedziałku do piąteczku. Trochę narzekałam na brak czasu, ale nie było mi źle.

Za to ile się zmieniło?! Taki na przykład Natanek się pojawił, i dzieciaki szkołę zmieniły nie wspomnę o miejscu zamieszkania, które niewątpliwie uległo zmianie. Ja znowu weszłam w świat pieluch, chociaż zarzekałam się, że nigdy więcej. Wydałam wszystkie ubranka, zabawki, wózki, leżaczki. Uroczo uśmiechałam się do innych małych dzieci, bo wiedziałam, że nie moje, co dawało im jeszcze więcej uroku. Kolka na pewno minie nie martw się, pomasuj mu brzuszek. O jak ładnie się ślini, chyba kupkę zrobił? Chyba musisz go przewinąć. Daj ponoszę go chwilunię, ćwierkałam do znajomej z maluszkiem, aby po 10 minutach oddać jej słodziaka. A tu taki suprise w połowie stycznia w postaci dwóch kresek na teście. Oczywiście nie powiem, że to była wpadka, bo nie była, poza tym w wieku trochę po Jezusowym nie można już mówić o wpadce, przecież wiem. Narodziny młodego były największą rewolucją w naszym życiu. Gdybym miała uczciwie powiedzieć, jaki był ten rok, powiedziałabym, że był zaskakujący, dynamiczny, pełen zmian na lepsze. Tworzymy naprawdę wspaniałą rodzinę, trochę zrekonstruowaną, co prawda, ale zawsze. Jesteśmy też genialnym zespołem. To jest sukces, kiedy chcesz wracać do domu. Każdy, kto doświadczył samotności na jakimś etapie życia na pewno wie, co mam na myśli.

A wiecie, co jest najwspanialsze w tym wszystkim, że nie wiemy ile fajnych rzeczy może się wydarzyć i co będziemy robić za rok o tej samej porze. Tyle się może zmienić.

nowy rok

To jest idealny moment na zaplanowanie tego i owego. Kilka planów na nowy rok już zapisałam. Co prawda palenie już rzuciłam, schudnąć po ciąży, jako tako schudłam, jeszcze kilka szlifów i będzie git. Za mąż już nigdy nie wyjdę, nie mąż mi w zupełności wystarczy, męża już zaliczyłam. Potomka kolejnego nie chcę. Mimo to coś się znajdzie. Na pewno muszę coś zrobić z moim stanem umysłu, który pomału zamienia się w kupkę pieluch. Mój dynamizm sponiewierany chronicznym brakiem snu utknął gdzieś w dniach podzielonych na pory karmienia, zmiany pieluch, spacery do lasu, zakupy i inne takie. Ostatnio nie mąż powiedział Tobie chyba nie można dogodzić. I tak sobie pomyślałam, że niby tak marudzę tak? Może trochę marudziłam, to prawda, ale żeby aż tak bardzo? Może sensem mojej egzystencji niekoniecznie są tylko te pieluchy i dzień podzielony tylko na dawanie siebie innym. Oczywiście dzieci moje kocham pielęgnuje dbam o nie i tak dalej, chciałam je wszystkie mieć i wiedziałam, z czym to się je. Pamiętajmy jednak o pewnej prawdzie szczęśliwa i spełniona mama to szczęśliwe dzieci. I to jest mój plan na przyszły rok znaleźć coś, co da mi to szczęście, które nie wypływa z macierzyństwa. Życzę sobie trochę zdrowego egoizmu, może nie trochę, duuuużo zdrowego egoizmu, to brzmi znacznie lepiej. Tonę zdrowego egoizmu. A co wypłynie z tego egoizmu napiszę za rok o tej porze, już nie mogę się doczekać.

Tymczasem życzę Wam kochani, aby za rok o tej porze Wasza lista osiągnięć i spełnionych marzeń powaliła Was na łopatki.

 

Podobało się? Zostaw po sobie ślad, możesz polubić, skomentować…. Albo wracać, będzie mi miło.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podobne wpisy