Jak przetrwać sezon jesienno – zimowy z maluszkiem w domu i nie popaść w skrajne stany depresyjne.

No właśnie jak.

Sama się z tym borykam i wymyślam nowe sposoby aby się zmotywować i nie dać szarej monotonni. Co nie jest łatwe biorąc pod uwagę aurę pogodową w tym roku. Liczyłam na złotą polską jesień…..
Poniżej moje patenty, jeżeli macie swoje zostawcie koniecznie ślad w komentarzu.

==>>Przede wszystkim trzeba sobie głośno powiedzieć, że to jest tylko okres przejściowy i się skończy. Dobrze mieć tą świadomość i co pewien czas ją sobie odświeżać. Jesień i zima nie trwa wiecznie, przy odrobinie szczęścia w lutym będzie już ciepło.

==>>Znajomi są bardzo ważnym elementem, jeżeli jeszcze dysponujemy znajomymi z małymi dziećmi daj boże w podobnym wieku to, to jest skarb. O skarb należy dbać. Trzeba do nich dzwonić, przypominać o sobie, prowokować kawki i inne takie. Uwierzcie mi nic tak nie poprawia samopoczucia niż kontakt z inną mamą, która ma tak samo słabo albo i słabiej od nas. Ja sama mam taką psiapsiółkę, która często gęsto dzwoni do mnie, aby polepszyć swoje samopoczucie. Mało tego otwarcie mi o tym mówi, i chwała jej za to, szczerość w relacjach to bardzo ważna rzecz. Zawsze kończy z lepszym humorem. Poza poprawą nastroju, możemy organizować spotkania z mamami i ich pociechami. Mi to zawsze pomagało, co prawda teraz, kiedy mieszkam na wsi gdzie ptaki zawracają i psy szczekają wiadomą częścią ciała, mam utrudniony kontakt z dawnymi znajomymi, ale za czasów, kiedy moja młodzież była malusia, miałam stałą paczkę dziewczyn i widywałyśmy się niemalże codziennie. I to było genialne, bo i dzieci miały towarzystwo i mamom było łatwiej. Tak, więc pielęgnujcie relacje, prowokujcie znajomości, bo to robi dobrze, i bez podtekstów bardzo proszę.

==>>Koniecznie zróbcie czasami coś dla siebie, może to być długi prysznic, zrobienie paznokci, pomalowanie oka, zakupy. Pomaga doraźnie, ale jak się regularnie stosuje efekt przynosi. Trochę jak tabletka na migrenę z tą różnicą, że przedawkowanie w tym przypadku jest zalecane.

==>>Spacery, trzeba wychodzić z domu ile się da do ludzi i świata, dla zdrowia swojego i pisklaka. Moje pisklę uwielbia wózkowanie, więc opatulam pod sam nos i ruszamy w pola. Trochę cywilizacji też mamy. Na takim spacerze można spotkać inną spacerującą, dotlenić się, zgubić zbędne kilogramy, jak Bóg da spotkać ludzi, z którymi można porozmawiać o innych tematach niż dzieci. Ja niestety poza Paniami w sklepie jeszcze nie spotkałam, ale nie tracę nadziei. Wietrzenie sprawi, że pisklak pośpi dłużej, mój po takim wózkowaniu w domu do 2 godzin kima. Dzięki temu zyskuję czas dla siebie, niestety w tym czasie przeważnie robię obiad, wstawiam pranie czy ogarniam panujący nieład. Ale w tym temacie też warto od czasu do czasu poluzować, odrobina brudu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

==>>Dobrze pomyśleć o jakieś aktywności intelektualnej jak macie siłę, ja wzięłam się za pisanie bloga. Miałam majaki z językiem angielskim, ale zdecydowanie za mało sypiam i mózg nie ogarnia, może w nowym roku. Mi to pomaga, mam poczucie, że robię coś jeszcze poza karmieniem, przewijaniem, lulaniem, praniem, gotowaniem.

==>>Nic nie poprawia mi bardziej samopoczucia jak wysiłek fizyczny, spróbujcie, oczywiście, jeżeli macie siłę. Bieganie odpada z uwagi na aurę, ale ćwiczyć można zawsze. Na mnie już czeka płyta z zumbą, jak tylko znajdę na to czas się biorę, a póki, co robię przysiady z młodym na rękach – naturalne obciążniki. Troszkę do zrzucenia mi zostało.

==>>Jak macie możliwość koniecznie wyjdźcie na miasto do kina, teatru, do znajomych tych bezdzietnych również same bez maluszka. Ja na razie zaliczyłam jedno wyjście i było bardzo na plus.
I najważniejsze, co jakiś czas przypominam sobie, że ten okres z małymi stópkami i paluszkami bardzo szybko minie i jakakolwiek aura z oknem by nie była trzeba wziąć się w garść, bo mamy, dla kogo.

 

Podobało się? Zostaw po sobie ślad, możesz polubić, skomentować…. Albo wracać, będzie mi miło.

Zapisz

Podobne wpisy