Bycie mamą nie jest proste, według mnie nie ma bardziej wyczerpującego i odpowiedzialnego zajęcia.

Dobrze jest to sobie powiedzieć, nie ma, co ściemniać, że egzystencja młodej mamy jest usłane różami a nowo przybyły członek rodziny tylko je, uśmiecha się, ładnie pachnie i w finezyjny sposób się załatwia a my znowu zwinne jak sarenki umalowane i pachnące rozpływamy się w błogostanie. Niestety nic bardziej mylnego.
U mnie stan ekscytacji utrzymał się tydzień no może dwa, kiedy jedyny dorosły człowiek w domu nie mąż, z którym mogłam porozmawiać o rzeczach innych niż lego, nowa gra, FIFA 17, co zrobił królik, dlaczego ona mnie nie lubi, zakończył urlop i w podskokach pokicał do pracy. Stan ekscytacji był cudowny gdyż mimo skutków porodu ( osłabienie, poty, pampers między nogami, kaczy chód, etc) mogłam czuwać pół nocy z zachwytem patrząc na małe paluszki i całować po piętkach. Byłam pod wpływem cudu narodzin, który faktycznie jest cudem, absolutnie tego nie podważam, czułam się niemal nadczłowiekiem. To jest fajny stan naprawdę, ale potem spadłam na ziemię. To moje potem trwa cały czas i przybiera lepsze i gorsze formy i mimo, iż kocham tego małego ludzika nad życie to momentami mam ochotę wyjść zamknąć drzwi i pobiec tam gdzie nikt niczego ode mnie nie chce i nic mi nie chce powiedzieć, ani o lego, ani o Fifie 17 ani o króliku, który napastuje świnkę morską. Marzy mi się ciszaaaaa. Dzień, dwa, tydzień, kilka godzin, chociaż.
Nikt w końcu nie jest cyborgiem, ja na pewno nie jestem. Obsługa takiego małego ludzika to praca 24 na h. Chroniczny brak snu powoduje, że widzimy wszystko w innych barwach. Niby jest tata, ale. Zawsze jest jakieś, ale. Niestety trzeba mieć sumienie, trudno oczekiwać od faceta, aby wstawał do malucha enty raz w nocy, w końcu pracuje, pieniądze jakieś przynosi, musi w jednym kawałku do pracy dojechać i mimo najwyższego stopnie irytacji dobrze to sobie uzmysłowić. Co nie zmienia faktu, że jakąś siarczystą uwagę o 3 nad ranem można puścić? Ja puszczam. Tak dla oczyszczenia.
W każdym razie to wszystko razem plus jesienna chlapa i izolacja od świata dorosłych sprawia, że chce się powiedzieć: – O depresja, jak miło, że wpadłaś, proszę rozgość się, kawę ciasteczko może wódeczki……….
Ja już zaczęłam łapać doły, można powiedzieć, że już wąwóz sobie wykopałam. Po kolejnej nocy z 3 godzinami snu z poczuciem izolacji od świata ludzi dorosłych chlipałam wycierając nos zarzyganą pieluchą. I tak myślałam, jakie to wszystko słabe, przecież sama chciałam, świadomie, dwójkę dzieci już posiadam, wiedziałam jak to będzie, przecież kuźwa dorosła jestem. I to był chyba moment przełomowy, wiecie, co sobie uzmysłowiłam i postanowiłam? Proszę może komuś to pomoże:
– To tylko okres przejściowy od do. Skończy się. Jeszcze będzie mi brakować tych pieluch i możliwości poleżenia w łóżku z cycami na wierzchu i mlekopijcą. Za rok o tej porze będę w biegu łączyć pracę z domem i całym tym bałaganem.
–  Muszę zrobić coś dla siebie. Za 3 tygodnie idę na fitness i zacznę biegać. Grunt to uśmiechać się do odbicia w lustrze.
– Jeszcze trochę i będę mogła wyjść się sponiewierać, chociaż troszeczkę. Muszę spotykać się z przyjaciółmi, tymi bez dzieci również.
– Może jakiś kurs z angielskiego, co by z dorosłymi poprzebywać. Dobrze sobie ustalić jakieś cele.
– Koniecznie fryzjer i kosmetyczka. Koniec z lustro wstrętem.
– Bo jak nie my to, kto?
– Jesień się kiedyś skończy zimy nie będzie. Wiosna niedługo.

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, a każda z mam ma prawo do gorszych dni, tym bardziej że jej praca jest dużo cięższa, o czym niestety nie każdy pamięta. Ja za każdym razem kiedy patrzę w oczy młodego wiem, że warto. Macierzyństwo zmienia bardzo dużo w naszym życiu ale buduje nas jako ludzi. Więc nosy do góry, cycki do przodu. gile wysmarkać i się nie poddawać.

Tym motywującym akcentem kończę.

 

Podobne wpisy