Kiedy zostajesz mamą pierwszy raz wszystko się zmienia, ale najbardziej zmienia się kobieta.

Jak wiecie mam troje dzieci i przyznam szczerze, że przy trzecim było najbardziej na luzie ze wszystkim, ale chciałam się dzisiaj cofnąć do 1 ciąży.

Pamiętacie jak to było u was?

Takie bycie mamą po raz pierwszy jest nie lada przygodą.

Ja generalnie nawet nie podejrzewałam, że mam lokatora, byłam w trakcie terapii, lekarz podczas dowcipnego badania powiedział, że szanse, iż kiedykolwiek jakiś maluch pojawi się w moim wówczas 24 letnim życiu są znikome. Skoro znikome to żyliśmy sobie na luzie, no, bo przecież i tak nic nie będzie.

O regularności cyklu w związku z moją przypadłością mogłam zapomnieć, więc fakt, że okres spóźniał mi się dobre 3 tygodnie nie robił na mnie wrażenia. Podobnie jak spanie o godzinie 18 i usypianie w każdym środku lokomocji. Na wszystko miałam wytłuczenie. Kiedy miałam 24 lata niestety paliłam nałogowo, miałam kilka podejść, aby rzucić w cholerę te papierochy, ale kończyły się fiaskiem. Pamiętam, że któregoś dnia w pracy paliłam tego mojego ukochanego wówczas papieroska na przerwie i nagle tak mnie zemdliło. Smak, który do tej pory nie miał sobie równych zaczął przypominać starą śmierdzącą skarpetę. Coś ewidentnie było nie tak. W drodze do domu zahaczyłam o aptekę, zakupiłam sikacz i o godzinie 3: 30 rano dnia następnego, niestety tak wcześnie wówczas wstawałam do pracy, na lakmusowym pasku pojawiły się w ciągu 2 sekund 2 grube krechy. Nie musiałam czekać zakładanych 5 minut. Zamarłam, serce przyspieszyło do 200 uderzeń na minutę, w głowie mi się zakręciło, na trzęsących się nogach poczłapałam do sypialni, aby uszczęśliwić niczego niepodejrzewającego przyszłego ojca.

Kiedy zostajesz mamą pierwszy raz.

W ciągu jednego dnia odkryłam w sobie wszystkie możliwe przypadłości ciążowe, czyli mdłości, ciągle było mi zimno, kręciło mi się w głowie i generalnie świat się zmienił o 360 stopni. Papierosy odstawiłam z marszu. Już mnie nie ciągnęło, za to zaczęłam z uporem maniaka badać odmęty Internetów, jaki wpływ na moje świeżo poczęte dziecko miało te kilkanaście dni palenia.

Na zwolnienie pomaszerowałam szybciutko, no, bo te zawroty głowy, nudności, bóle brzucha i inne dolegliwości, które chyba trochę sobie wmawiałam doprowadzały mnie do obłędy i histerycznej obawy, że dziecku coś się stanie jak posiedzę przed komputerem dłużej niż 4 godziny dziennie.

Jako młoda przyszłam mama naczytałam się tony publikacji w internecie, zapisałam się na kilka for dla matek w sieci, które robiły mi sieczkę z mózgu.

Dużo odpoczywałam, bo tak trzeba.

Dużo żarłam, bo mi wolno wszak dziecko musi rosnąć w siłę. Jak żarłam to rosłam na potęgę, w 24 tygodniu przypominałam świnkę Piggy. No, ale, czego się nie robi dla maluszka.

Wyprawkę zaczęłam kompletować od połowy ciąży. Torbę spakowałam w 7 miesiącu, bo wszystko może się zdarzyć. Ubranka uprałam na 2 miesiące przed terminem, każde staranie uprasowałam poukładałam w szafie na kupeczkach i każdego dnia wąchałam ich zapach jak jakaś upośledzona. Wówczas aromat płatków mydlanych dzidziuś był najbardziej pożądaną wonią we wszechświecie.

Stworzyłam arcydzieło w pokoju kluski ( tak ją nazywałam) plakatówkami. Powstawało mozolnie przez kilka miesięcy Kubuś Puchatek, prosiaczek kłapouszek. Siadałam na zydlu i tworzyłam.

Płakałam z każdego powodu i bez powodu. Uważałam , że mi wolno to raz a dwa mój mózg przestał być mój, napędzany burzą hormonów robił rzeczy do których nie chce się przyznawać.

Z każdą pierdołą dzwoniłam do lekarza, tu boli, tam strzyka, jak nawiedzona.

Na szkołę rodzenia chciałam zapisać się w 5 miesiącu.

Moja mam miała ze mną krzyż pański, potrafiłam wisieć z nią na telefonie po kilka godzin i analizować wszystko począwszy od skurczy łydek, przez mdłości, zgagę i tonę innych rzeczy, które wówczas stanowiły sens mojego istnienia.

Totalny odlot. Jak teraz o tym pomyślę to aż się uśmiecham do tamtej Ani. Obecna Ania będąc w ciąży z trzecim dzieckiem torbę spakowała 2 tygodnie przed terminem a ubranek nie prasowała, bo, po co. Nie wspominając, że pracowałam do póki mnie nie wygonili do domu. A jak zaczęłam rodzić usiadłam na łóżku i debatowałam sama ze sobą czy aby na pewno to już TO i czy musimy jechać do szpitala czy może jeszcze poczekamy, bo, po co się spieszyć. Zresztą możecie o nim poczytać o TU <KLIK>

Macierzyństwo jest urocze, ale pozwolę sobie zaryzykować stwierdzenie, że pierwsza ciąża zawsze jest najbardziej niesamowita i kobieta postępuje wówczas w totalnie zwariowany sposób. Co nie zmienia faktu, iż każde oczekiwanie na cud narodzin jest niezwykłą przygodą i warto ją przeżyć nawet kilka razy.

Macie takie porównanie? Uważacie podobnie?

Podobne wpisy