Kosmetyczka prawdę ci powie.

Wiecie, kto jest najlepszy psychologiem na świecie?

Nikt inny jak kosmetyczka.

Osoba całkowicie niezwiązana z naszym życiem, z psychologią.

Ot zwykły człowiek, który powie zwyczajnie, co myśli.

Ja przyznaję się bez bicia zakładam sobie rzęsy. Uwielbiam je za wygodę. Wstaję rano i jestem zrobiona. Taka moja fanaberia, poza tym trzeba czuć się dobrze we własnej skórze. Zabrakło mi czasu na siłownię to, chociaż to.

Moja kosmetyczka to przemiła osoba, w wieku zbliżonym do mojego, doświadczona przez życie równie mocno jak ja.

Poszłam do niej ostatnio na klejenie w fatalnym stanie psychicznym, wiele sytuacji się zbiegło, za duży niedobór snu, brak możliwości odreagowania, wieczny pęd, tona pracy. Z boku może się wydawać, że taka mama wychowująca dzieci i pracująca w domu to ma super. Wszystko łączy, dojeżdżać nie musi. Fajnie. Tylko taka mama pracuje dosłownie 24 na dobę. Nie mąż wraca koło 18 wychodzi rano, junior w ciągu dnia jest wymagającą bestyjką do tego temperamentną, nie da się przy nim siedzieć, trzeba coś robić cały czas. A wieczorem jak już padnie siadam do pracy numer dwa, kończę ją koło 23 – 24 i staram się spać, nadmienię, że młody wstaje jeszcze nocami. Mieliśmy moment, kiedy spal ładnie, ale te zęby, które mam ochotę mu sama wydłubać ze szczęki wiecznie wychodzą, i wróciliśmy do pobudek, co 2 godziny.

W którymś momencie człowiek zwyczajnie ma ochotę wysiąść z tego pociągu. Niech jedzie sam, beze mnie, po co mam się tak męczyć, no, po co, w imię, jakich wartości, gdzie jestem w tym wszystkim JA się pytam. Przecież już miałam odchowane dzieci, już to wszystko przerabiałam. Po co mi to. PO, CO?!

Mniej więcej z takim nastawieniem położyłam się na kozetce.

Nikt mnie specjalnie nie pytał, co tam u mnie, zwyczajnie zaczęłam sobie marudzić w rytm klejenia.  Nawet specjalnie nie chciałam jakieś kontrakcji zwyczajnie musiałam sobie ulać, ale tak ulać na całego, jak leci.

– ludzie dużo u mnie mówią – odezwał się głos – jestem przyzwyczajona, śmiało, proszę się nie krępować.

To się nie krępowałam. Gadałam głos dopytywał, nie oceniał, tylko słuchał.

– Musisz to zostawić – odezwał się głos po chwili milczenia – przestań się babrać w przeszłości, w tym, co było, co chciałaś zrobić, jakie miałaś plany. Nie warto. Musisz to zamknąć. Jesteś tu i teraz, podjęłaś decyzje dokonałaś wyborów. Przecież nic nie jest przesądzone? Zobacz ile możesz jeszcze zbudować, osiągnąć, ile możesz zrobić. Masz najcenniejszą rzecz pod słońcem szczęśliwą rodzinę, miejsce, do którego wracasz. Wiesz ile ludzi stara się o dzieci latami, a TY masz 3. Fantastycznie. Jesteś wspaniała, radzisz sobie. To tylko etap. Minie. Tylko musisz zamknąć przeszłość i zwyczajnie cieszyć się tym, co masz.

Taki banał, no przecież ja to wszystko wiem. Sama to sobie powtarzam. Wkładam do głowy na śniadanie, jak tosty z serem, cieszyć się, doceniać, szanować, nie patrzeć wstecz, z optymizmem w przyszłość. Mimo, że wiem, to nie umiem, zwyczajnie nie umiem się zmienić.  Czasami jest mi wstyd, bo nie powinnam narzekać, przecież wszystko mam. Tylko jestem ja kobieta i ja matka. Nijak się nie mogą dogadać, każda chce coś innego.

Powiem wam, że poczułam się lżej, głos nie powiedział mi nic nowego, ale jakoś tak trafił i pogodził tą matkę i kobietę w mojej głowie. Chyba zawiesiły broń i mają chwilowy rozejm.

Jeszcze będzie pięknie.

Dużo dostałam, czasami zapominam, jak dużo.

Fajnie jak taki głos to powie.

Ja też Wam to chciałam powiedzieć. W Waszym domu też są takie skarby.

 

Podobne wpisy