Jak być razem po narodzinach dziecka i nie zwariować.

Co zrobić, aby wytrwać ze sobą nawzajem i małym dzieckiem i nie rzucić wszystkiego zanim młode szczenię nie skończy roku?

Czyli co nas nie zabije to nas wzmocni oczami moimi i nie męża.

Na pewno zanim zostaliście finalnie rodzicami mieliście przyjemność słuchania miliona rad i wskazówek jak będzie i co się zmieni jak młode się wykluje. Jak to życie wywróci się do góry nogami, że nic już nie będzie tak samo .

Oczywistą oczywistością jest, że każdy uważa, iż kogo, jak kogo ale mnie lub nas ten problem nie dotknie, przecież znamy się tyle, planowaliśmy wspólnie potomka od pierwszego plemnika.

Tyle wieczorów zapalonych świec wypitego wina.

Jak na obrazku przewodnim, wpatrzeni w jeden punkt.

Po narodzinach dziecka przychodzi kolej na konfrontacje z rzeczywistością, czyli ogarnięcie młodego człowieka i jego potrzeb. Kiedy już mniej więcej wiecie jak obsługiwać młode, czemu płacze, jak rozminować kupę, nie utopić w wanience i tak dalej.

Kiedy okrzepniecie, przyzwyczaicie się do 3 godzin snu, przychodzi moment skonfrontowania się ze zmianami, jakie zaszły między wami.

Muszę Wam powiedzieć, że przy trzecim dziecku dzieje się dokładnie to samo, co przy pierwszym. Najpierw się zachwycamy i żyjemy pięknym uniesieniem, nic nam nie jest potrzebne sen, jedzenie karmimy się miłością, wdychamy zapach malusich poduszkowców cud malina.

Prowadzimy przesłodzone dialogi typu: o ma Twój nosek, ale uszka moje, o zobacz palce u stóp ma po mnie, a ten loczek, o kolejna kupka, jaka ładna i jak fajnie pachnie, kichnął, pierdną, uśmiechnął się, chciałoby się rzygnąć tęczą.

Potem po 2 tygodniach lub wcześniej tatuś wesoło kica do pracy a mama zostaje z nowo narodzonym potomkiem w domu na godzin wiele. I taki schemat powtarza się każdego dnia. On wychodzi ona zostaje, śpi cały czas po te przysłowiowe trzy godziny, oczywiście są dzieci, które od razu trybią, że noc jest do spania, ale nie łudźmy się to znikome przypadki. Tatusiowie wstają rzadziej, czego też się nie da przeskoczyć, bo cycków nie mają, w pracy muszą kontaktować. Życie.

I nagle mamy dwa osobne światy.

Jest tatuś jego praca i życie dalece odbiegające od jej, skupionego na obsłudze noworodka.

Spotykają się w domu na 2-3 godziny, ona najchętniej chciałaby, aby ją odciążył on chce odpocząć, bo przecież pracował.

Sytuacja staje się napięta. Bo o ile ojciec wrócił do świata osób dorosłych otrzepał się z zachwytów i zwyczajnie żyje dalej, o tyle u mamy dużo się zmieniło.

Mała ilość snu, znikomy kontakt z osobami w wieku powyżej kilku tygodni, obsługa dziecka 24/h.

No aż się prosi o zgrzyty.

Kobieta w zamknięciu z małym dzieckiem wchodzi według mnie w tryb katatonii.

Ja na przykład za każdym razem miałam wrażenie, że mózg mi umiera, cyc, kupa, siku, spanie, pranie, sprzątanie, gotowanie, cyc, kupa, siku, spacer, obiad i tak w kółko.

Momentami miałam ochotę puścić pawią tą monotonią. Każdy dzień takie sam, te same rozmowy z tymi samymi ludźmi. Dzień świstaka.  I nie jest to absolutnie żalenie się, żeby mnie nikt źle nie zrozumiał, bo ja doskonale wiedziałam, że tak będzie. Kocham moje dziecko nad życie i jestem dumna z tego, że jestem mamą, ale bądźmy szczerzy bywa bardzo słabo.

Każde z nas ma potrzeby i zaczynamy się zwyczajnie mijać.

Bo on by chciał tak jak wcześniej a ona marzy tylko o tym, aby się wyspać i zacząć przypominać człowieka. Sex pojęcie dla niej dalekie niczym mara senna między jednym karmieniem a następnym dla niego oczywiste. Zaczyna iskrzyć i pojawiają się dialogi: nie wstajesz, nie przewijasz, nie zajmujesz się, co się czepiasz, wiesz, że pracuję, ktoś musi zarabiać, przecież wyrzuciłem śmieci i sami sobie zaciskamy pętlę na szyi.

I tutaj musicie się zatrzymać, aby nie utknąć w obwinianiu się nawzajem, wytykaniu błędów, zamykaniu się w swoich światach.

Nie wolno Wam.

Strzelcie sobie plaskacza, nie wiem zastosujcie terapię wstrząsową cokolwiek, ale zatrzymajcie się i spójrzcie z boku na siebie i to młode łypiące na was. To ciągle jesteście Wy, Ci ze zdjęcia, zapatrzeni w siebie, może trochę poczochrani, z lekką nadwagą i wyciągniętym cycem, ale to ciągle Wy.

Czasami wystarczy jedno dobre słowo, gest, spontaniczne przytulenie i jest ok., bo każde z Was wie, że ma siebie nawzajem i nic się nie zmieniło, że dacie radę.

Ja sama to przerabiam, co jakiś czas, mimo tej całej wiedzy, wkurwiam się, nie mąż się wkurwia, poczochrani, niewyspani, młodzież daje w kość, o pisklaku nie wspomnę, napędzamy się niepotrzebnie. A potem stajemy na chwile w tym kołowrotku, przytulimy się w kuchni nad garem z mlekiem. Przecież wiemy to wszystko on powie, jesteśmy mądrzejsi o tę wiedzę, będzie dobrze.

I to jest najważniejsze, aby nie zapomnieć o byciu ze sobą, nie obok siebie wykonując swoje czynności, tylko ze sobą. Oczywiście wszystkie inne aktywności jak wyjścia i tak dalej są ważne, ale dają efekt doraźny jak zakupy. Musicie być. I już. Taki banał. Tyle drodzy moi.

Jeżeli spodobało Ci się i dotrwałeś do końca zostaw po sobie ślad,
Możesz polubić, skomentować…. Albo wracać, będzie mi miło.

Zapisz

Zapisz

Podobne wpisy