Tak sobie dzisiaj rano leżałam z młodym po średnio przespanej nocy. Szczerze nie wiem, co takiego wczoraj zjadłam, że odbiło się aż taką czkawką. Przypuszczam, że to sok z grejpfruta. Więc tak leżałam i myślałam, co zrobić, aby się zebrać, co zrobić, aby dzisiaj nie straszyć ludzi worami pod oczami. W sumie, jakich ludzi, odkąd spadł śnieg i pobocza na wsi mojej stały się nie do przejścia, mój świat skurczył się i poruszam się na obszarze do bramy i z powrotem. Oczywiście mogłabym gdzieś czmychnąć samochodem, ale po pierwsze prawo jazdy mam na czarne, nie na białe, po co generować stres swój i innych, a po drugie i tak mam przymusową izolację młodego od skupisk ludzkich z uwagi na ostatnią infekcję. Co zrobić, aby zaczęło mi się chcieć zrobić cokolwiek, biorąc pod uwagę ile jest do zrobienia, skoro tak bardzo mi się nie chce nie wspominając o znikomej ilości sił witalnych.

W sumie mogłabym dalej narzekać, ale nie, przecież nie tędy droga, no muszę się wziąć w garść nakleić uśmiech i się podnieść. Obiecałam sobie ostatnimi czasy, że koniec z biadoleniem, jest jak jest, trzeba poszukać jakiś pozytywnych rzeczy, zrobić coś, aby nie warczeć tylko szczerze się uśmiechnąć. Jak nie dam rady na zewnątrz może, chociaż w środku? Zresztą, doskonale wiesz jak to jest jak matka narzeka, że zmęczona. Od razu grymas po stronie rozmówcy. Jak zmęczona, czym, no wiem, nie spałaś, odeśpisz przecież. Ach nawet nie będę się rozwodzić. Oczywiście jak bym robiła nadgodziny w pracy to, co innego. Takie nadgodziny mają niespotykanie większą wagę. Dlaczego nie wiem.

Nie można się dołować, bo to guzik daje. Nakręcamy się niepotrzebnie, szklanka zawsze może być do połowy pusta. Sukcesem będzie jak sprawimy, aby była do połowy pełna.

Chcecie wiedzieć, co mi poprawiło dzisiaj samopoczucie?

Ależ proszę bardzo bierzcie i czytajcie.

  • Wypiłam ciepłą kawę siedząc, nie z młodym na kolanie, o dziwo dzisiaj akceptował leżaczek. Więc uwaga zjadłam ciepłą jajecznicę popijając uwaga gorącą kawą. Zakąsiłam wszystko czekoladą. Chrzanić kalorie.
  • Podczas pierwszej 30 minutowej drzemki juniora zamiast się pocić przy Mel B i ćwiczyć uda, bo zgalareciowiały, pośladki, bo opadły, cycki, bo wiadomo, co i ramiona, bo nie cierpię zwisów, usiadłam z maską, co działa cuda na facjacie i robiłam nic łypiąc kątem oka w TV. Dobrze czasami robić nic, mi się to rzadko zdarza, gdyż zawsze robię coś. Myję gary na przykład, gotuję, sprzątam, wstawiam pranie, no zawsze coś się znajdzie, tym bardziej, że drzemek młode ma, 4 co daje 2 godziny na całość z obiadem, to mało. Junior uwieszony na mnie, wiecie jak jest. No, więc robiłam nic przez 30 minut. Maseczka dała pożądany efekt, wygładziła tu i ówdzie, wory się wchłonęły, twarz jakby jaśniejsza.

20170118_110836_resized

  • Podczas drugiej 30 minutowej drzemki dokończyłam siebie, czyli wyszłam z piżamy, nawet szybko, bo o 11, zrobiłam oko i włos. Dzisiaj mam wizytę u chirurga. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że wychodzę sama na tą wizytę. Cudowności.
  • Junior numer dwa powiedział mi, że dzisiaj cały dzień mówi dobrze mamo. Sam z siebie. I że kocha życie.  Tak po prostu. Balsam dla duszy.
  • Nie sprzątałam praktycznie wcale. Tyle o ile z jr na ręku odkurzyłam, bo już nie mogłam, jakieś poczucie estetyki mam. I tak uważam, że jak na 5 domowników w domu jest względnie. Porządek nie czyni mnie bardziej szczęśliwszą. Oczywiście fajnie jak wszystko jest mniej więcej gdzie być powinno, ale w taki dzień, kiedy mam ochotę na same nie fajne rzeczy, mam to w nosie.
  • Pierwszy raz włożyłam młodego do chusty, spodobało mu się, będziemy się nosić. To pierwsza próba więc wiązanie nie było idealne.

20170118_135510_resized

  • Usunęłam pypcia z pleców, co prawda myślałam, że to przy kolejnej wizycie, a tu taka niespodzianka. Raz dwa i po krzyku. Wiecie ile czasu się zbierałam, aby to zrobić? Całe życie. Zaklejałam to paskudztwo plastrem tyle czasu. Głupia ja. Ponieważ to nie jedyny pypeć, kolejnego usuwam za 2 tygodnie.

Niby zwyczajne rzeczy, ale sprawiły mi przyjemność. Teraz jeszcze poprawię dwa paznokcie, bo wyglądają jakby ptak na nie narobił. To też fajne.

Tak naprawdę każdy dzień może być słaby. Lekko nie jest, ale jaki jest sens w byciu wiecznie smutnym i niezadowolonym? Żaden.

Na zakończenie moje ulubione hasło: Padłaś? Powstań, popraw koronę i do przodu!

 

Zapisz

Podobało się? Zostaw po sobie ślad, możesz polubić, skomentować…. Albo wracać, będzie mi miło.

Zapisz

Zapisz

Podobne wpisy