Mogę powiedzieć, że jestem mistrzynią w cyklicznym zaczynaniu od nowa. Wczoraj mnie tak uderzyło to właśnie uczucie jak liczyłam czas do momentu, kiedy szanowny Jr łaskawie zaśnie, aby następnie spać mi na brzuchu pół nocy, bo zęby, bo sny, bo sama nie wiem, co, może łóżko parzy, łóżeczko straszy a z każdego zakamarka pokoju wychodzą jakieś straszydła.

 

Zaczął mi się urlop wychowawczy, wzięłam rok. Długo nad tym myślałam, ale im dłużej byłam z Jr tym bardziej byłam pewna swojej decyzji. Jeżeli mam oddać 80 % wypłaty, aby obca kobieta wychowywała moje dziecko to ja tak nie chcę, ja, jako matka, absolutnie, nie wspomnę o tym, że tyle się mówi o nianiach, niekoniecznie dobrych rzeczy, a taki maluszek jeszcze nie powie, że dzieje mu się krzywda.

Gdybym miała babcię, ciocię, kogokolwiek bliskiego, komu mogłabym powierzyć opiekę nad nim może sytuacja wyglądałaby inaczej, ale nie wygląda, więc siedzę w domu urlopując się śpiąc średnio 4 godziny na dobę. Tak wiem, że są żłobki, ale młody się nie nadaje, raz, że jest na cycku a dwa jest wrażliwcem do kwadratu. Zrobiłabym mu krzywdę. Za rok już powinno być lepiej, ale nie teraz.

Siedzę w tym domu na terenach podmiejskich, staram się coś robić, bo milionów nie mamy a dzieci troje, więc wydatków dużo. Robię, co mogę, tu jakieś zlecenie, tam kolejne, a wiadomo kiedy się pracuje na urlopie nocami, no przecież nie w dzień. I tak wróciłam do punktu, z którego chciałam uciec lata temu, kiedy przebywałam również w domu chałturząc na prawo i lewo z dwójką nieletnich, również na urlopie wychowawczym. Jako matka wiem, że to jest dobre, staram się doceniać każdy dzień z nimi, z całą trójką. Chłonę każdy moment, chwilę, wiem jak szybko to przeminie. Pamiętam czas, kiedy pracowałam i nie było mnie w domu po 9-10 godzin, to nie było fajne dla matki, dla dzieci też nie, ale dla kobiety już tak. Dawało jej poczucie niezależności, samodzielności, rozwoju, miała wrażenie, że coś robi  dla siebie i co najważniejsze ma swoje własne aktywa finansowe. Tak oczywiście ja wiem, że w związku, małżeństwie czy innym tworze to powinno być wspólne i nie mówię, że nie jest, ale jest różnica. Dla mnie jest, na tyle duża, że muszę sobie niezłą psychoanalizę zrobić, aby na spokojnie po rozłożeniu na czynniki pierwsze zrozumieć, że tak jest dobrze i tak trzeba.

Może jestem jakimś wyjątkiem, może nie każda z Was tak ma, takie dziwadło ze mnie, ale nic na to nie poradzę. Wczoraj chyba miałam jakiś kryzys utraty niezależności. Można powiedzieć, że moja ścieżka zawodowa to właśnie wieczne zaczynanie od nowa. Nowa praca, fajni ludzie, rozwój i ciąża, bach. Przerwa. Znowu praca nowe możliwości już się rozpędzam i bach.

Tak wiem jak się robi dzieci i to nie były wpadki, żadne z nich nie było.

To, po co chciałaś dzieci? Ciśnie się też, takie pytanie na usta.

Chciałam, wiele kobiet chce.

Nie powinnam narzekać nie jedna kobieta chciałaby mieć możliwość pozostania w domu zamiast pracę w jakimś korpo czy innym tworze 10 godzin na dobę, wieczną walkę z czasem i obowiązkami. Wiem o tym, doceniam to, że mam tą możliwość, ale nie potrafię zamknąć buzi mnie nie matce.

Wzięłam prysznic wieczorem ciepły, szybki prysznic, bo te strachy z pokoju Jr cały czas go budziły. Wytrzymam pomyślałam, tyle mam, dom mam, dzieci mam, nawet NM mam, całkiem dobrego. Nie jestem chora, dzieci mam zdrowe, nie wracam do pustego domu, nie jestem samotna. Wiele osób pracujących po naście godzin dziennie właśnie o tym marzą.

Poczekam, zacznę od nowa wszak więcej bachów nie będzie.

I taka refleksja na koniec, totalnie nierealna, ale jakże byłoby inaczej gdyby zawód matki był wpisany gdziekolwiek i z tego tytułu było by wypłacane wynagrodzenie? Nawet minimalna krajowa. Przecież to cholernie ciężka i odpowiedzialna praca.

Czy kobieta nie czuła by się lepiej wychowując dzieci? Dlaczego nianiom się płaci a matkom nie? No, bo o płatnym wychowawczym nie mówię, bo warunki do spełnienia wiadomo, jakie są a jego wielkość nie powala.

Schodzę na ziemię, młody się obudził. Trzymajcie się mateczki i kobiety.

 

Podobne wpisy