Jestem kobietą. Tak naprawdę dużo już osiągnęłam, skończyłam szkołę, miałam nie jedną pracę, rozwijałam wiele pasji, miałam męża, zaliczyłam rozwód, zbudowałam wszystko od nowa, jestem matką trójki dzieci a mimo to mam poczucie nie dokończenia.

 

Z jednej strony jestem ja matka, zadowolona, bo mam tak dużo, jak patrzę z boku na mój dom, jestem dumna, że go mam naprawdę. Widzę, jak dużo posiadamy, mając siebie nawzajem i wiem jak jest to ważne, radość w oczach dzieci i spokój. Mimo zmęczenia i tryliona pobudek w nocy, ta Ja Matka uwielbia zajmować się juniorem, sprawia jej to ogromną frajdę. Czasami marudzi, ale uwielbia go nadal karmić. Te chwile bliskości są dla niej bardzo cenne, wyjątkowe, jak wkopuje się w jej brzuch nogami i kładzie rączkę na buzi, ale jest ta druga, nie matka. Ona chce go odstawić, bo chciałaby też robić coś innego. A karmienie jest jak uwiązanie, musi być na każde zawołanie, zawsze.

Nie matka, nie opiekunka, nie niania, nie kucharka lata myślami gdzieś daleko i marzy o rozwoju zawodowym, o ludziach, o tematach natury zgoła innych niż macierzyństwo. Kiedy ta druga dobija się z pięściami włącza się matka i sprowadza ją na ziemię, ciągnie za włosy i pokazuje palcem na duże oczy na pyzatej buzi wpatrzone ufnie i kiwa paluszkiem mówiąc jeszcze nie teraz? No, co ty oddasz takiego malucha do żłobka? A może zatrudnisz nianię, i to ona będzie go wychowywać, bo nie oszukuj się, że dwie godziny dziennie to wychowywanie. Przecież pierwsze trzy lata są najważniejsze. Poza tym czy wiesz, co ona będzie robić? Czy na pewno będzie dobrą opiekunką? Tak wiem, założysz kamery, mówiłaś, że okablujesz cały dom, ale czy o to chodzi? Tego chciałaś? Przecież mały sobie nie poradzi, jeszcze za bardzo Ciebie potrzebuje a Ty nie musisz jeszcze wracać do pracy, możesz zostać w domu, więc poczekaj, czemu tak się spieszysz. Potem odzywa się głos Matki nie matki ( babci ) mówiąc poczekaj, chcesz go już odstawić przecież sezon chorobowy, oczywiście zrobisz jak uważasz, ale poczekaj, życie samo ułoży scenariusz.

Odzywa się ta druga i mówi, że się spieszy, bo lata lecą, bo ona musi się uczyć, rozwijać, bo te pieluchy i kupy już jej mózg zjadły. Ma już dosyć izolacji, osamotnienia, seriali w telewizji, którymi zabija ciągnące się minuty, bo młody musi ją mieć obok siebie w każdej chwili, taki ma okres. Ona tego nie docenia, nie widzi jak magiczna jest wieź matki z tak małym dzieckiem. Ona już nie chce, aby jej głównym celem dnia był obiad, zajęcia dodatkowe dzieci, lekcje, czytanie książeczek, budowanie wieży z klocków, patrzenie się jak deszcz pada, pranie, prasowanie, gotowanie, rozmawianie o dzieciach, już ma dosyć, musi coś zmienić, bo ma wrażenie, że się dusi.

Coraz trudniej jej wytłumaczyć, aby siedziała cicho. Ona też ma potrzeby i jak nie zacznie ich realizować to nie ręczy za siebie.

Do głosu dochodzi matka, co gra teraz pierwsze skrzypce i przypomina jak to było, kiedy miała to wszystko i jak ciężko jej było pogodzić ten rozwój, wyjścia, ludzi z tą całą resztą, z tymi obiadami, zakupami, pracami domowymi, zajęciami dodatkowymi. Jak trudno jej było wtedy znaleźć czas ciszy i relaxu. Przypomina jak jej brakowało nic nierobienia, czasu tylko z dziećmi. Jak mało było rozmów o niczym, spokoju? Jak bardzo nerwowe były poranki, ciągły bieg, aby zdążyć, ogarnąć wszystko, aby być nimi dwiema na raz?

Czasami patrzę w lustro i ją widzę, jak się spieszy, pogania dzieci, szybko pakuje kanapki do szkoły, układa włosy, maluje usta, wkłada koszulę, jak biegnie, aby zdążyć. Otwiera parasolkę i skacze przez kałużę. Tylko ona to lubi, lubi ten pośpiech, lubi wracać do domu zmęczona, łapać oddech, lubi zdobywać, odkrywać, ale lubi też tą drugą, co na nią zerka. Z zazdrością spogląda czasami na nią z lustra. One dwie cały czas rywalizują o czas, którego jest za mało, aby zaspokoić ich potrzeby.

Nie do pogodzenia.

Matka i nie matka.

 

Zapisz

Zapisz

Podobne wpisy