Przyrost wagi w stanie nazwijmy go błogosławionym, niestety bardzo często jest zmorą wielu kobiet.

Chyba każda z nas ma problem z wagą w ciąży, serio. Oczywiście nie kwestionuję istnienia cudów w postaci kobiet, co mogą szamać dosłownie wszystko i przytyją przykładnie 9 kg przez kolejne 9 miesięcy. Mi do cudu daleko, klasyfikuję się w smutnej średniej + 20 i troszkę na plusie. Chciałam się z Wami podzielić pewną teorią czy też sposobem patrzenia na tą większą powierzchnię erotyczną, której właścicielką byłam trzy krotnie.

 

Moje pierwsze spostrzeżenie jest następujące, niestety skłonność do zachowania się organizmu kobiety w stanie błogosławionym jest dziedziczna. Jeżeli Twoja mama moja droga czytelniczko w stanie brzemiennym ważyła zacnie i przytyło jej się zacnie istnieją duże szanse, że Ty również możesz nabrać kształtów. Moja mama dla przykładu tyła od patrzenia na jedzenie, metabolizm jej stawał okoniem i chuj. Mogła jeść lub nie a i tak dobijała do 80 i więcej przy wzroście 164 cm i wadze sprzed ciąży w okolicach pięćdziesięciu kilku. I nic z tym nie mogła zrobić, a jadła naprawdę lekko strawnie, co prawda doszły mnie słuchy, że zapach zapiekanek powodował u niej ślinotok do tego stopnia, że niemal czołgała się do budki z zapiekankami no i musiała, ale każda z nas ma takie ciążowe grzeszki na sumieniu. Ja jadłam lody, ale lody są podobno tak ciężko strawne, że spalają się same, podczas gdy organizm je trawi, udowodnione naukowo słyszałam w radiu, w każdym razie w tej wierze jadłam dużo lodów.

Do rzeczy. Niestety podobnie jak moja mamusia tyłam na potęgę, o ile w pierwszej ciąży sobie faktycznie pofolgowałam, bo uważałam, że skoro jestem w ciąży to przytyję i mam to tam gdzie światło nie dochodzi, a to w końcu dzidziuś chce jeść nie ja, o tyle w kolejnych już się pilnowałam. Przy ostatniej ciąży kochane moje piłam mleko 0, 5 % słodziłam stewią ćwiczyłam do końca, jadłam jedzonko na parze i co?! Przestałam się ważyć w 7 miesiącu, kiedy dobiłam do 16 na plusie. Ostatni raz się zważyłam w dniu porodu, bo musiałam. Wyszło 81 kilogramów, waga wyjściowa 57. Trudno. Trzecią ciążą udowodniłam sama sobie, że czasami się nie da i trzeba pogodzić się z tym, że to, co widzimy w lustrze to my.

I teraz chciałam przejść do drugiej ważnej rzeczy. Dobrze sobie powiedzieć głośno, że to tylko w ciąży tak będzie. Doskonale wiem, że hormony będą Was dobijać i wręcz szeptać do ucha o zobacz, jaki cellulit i te rozstępy, znowu nie masz, w czym chodzić a ilość wody w twoim organizmie przekracza 3 Nałęczowianki.

Wiem również, że w akcie rozpaczy będziecie pytać mężów i nie mężów, partnerów, konkubentów: kochanie czy bardzo przytyłam?

Tylko, co ten facet ma wtedy powiedzieć, jak wszystko, co wypowie i tak będzie użyte przeciwko niemu? Jak powie, nie kochanie wyglądasz wspaniale, usłyszy, że kłamie i ma się bujać.

Jak powie, że trochę Ci się przytyło oberwie z plaskacza, i usłyszy, że ma się bujać jeszcze bardziej a jak nic nie powie mega foch ma w gratisie, a wiadomo foch w ciąży jest jak katar leczony czy też nie trwa przynajmniej 2 tygodnie.

Nie mąż zawsze zamierał, kiedy słyszał to słyszał.

Czasami udawało mu się sprytnie odbić piłeczkę na inne tory, a czasami mi mówił, że przecież jestem w ciąży i jak na kobietę w tym stanie wyglądam dobrze. Nie powiem, aby poprawiało mi to samopoczucie, ale nie było, do czego się dopitolić.

Podsumowując, ciąża minie, kiedyś przestaniesz karmić, wyćwiczysz brzusio, jak los będzie dla Ciebie łaskawy może nawet cycki trochę większe zostaną.

PS. Podobno ciąża to jedyny przyrost wagi, który cieszy kobiety.

Podobne wpisy