Nie mogę, po prostu nie mogę, nie rozumiem, nie ogarniam tego świata.

Kolejna tragedia z udziałem małego dziecka, dodatkowo w moim mieście. Czemu była winna 4 letnia Oliwka, że jej opiekun skatował ją na śmierć? Może za głośno mówiła, za bardzo się śmiała, za głośno jadła, oddychała? Co rozumie z bicia 4 letnie dziecko?! Kurwa mać nóż się w kieszeni otwiera. Ile tygodni, miesięcy trwał dramat tej dziewczynki? Dlaczego nikt nie zareagował?! Może gdyby ktokolwiek z sąsiadów zgłosił to dalej, zadzwonił na błękitna linię, zwrócił uwagę. Dlaczego nie potrafimy reagować? Czego się boimy? Przecież możemy tylko pomóc. Nie będę opisywać ran tej małej dziewczynki, bo raz każdy z Was może o tym poczytać a dwa nie jestem w stanie, bo sama mam 3 dzieci i nie wyobrażam sobie, aby je w jakikolwiek sposób skrzywdzić.

Musimy reagować, jeżeli widzimy krzywdę drugiego człowieka w szczególności, jeżeli jest to dziecko. Sąsiedzi małej Oliwki twierdzą, że nic nie słyszeli, taka miła rodzina. Moim zdaniem gówno prawda. Jeżeli dziecko było katowane ileś miesięcy nie wierzę, że nie płakało, że nie było awantur, że nic nie było widać. Nie słyszeli, bo nie chcieli słyszeć ot cała prawda. Bo się bali odezwać, bo to nie ich sprawa, bo każdy swoje brudy pierze u siebie. Każdy, kto milczał jest współwinny tej tragedii. Nie można tak, nie wolno nam milczeć i udawać, że jest okej, musimy reagować.

Kiedyś jechałam Piotrkowską na rowerze, zatrzymałam się na światłach i byłam świadkiem, jak jakiś tatuś krzyczał i popychał swojego syna. Chłopczyk w wieku mojego Dawidka, miał może 6 lat. Widać było gołym okiem, że miał problemy, cały się kulił, starał się schować przed tatą. Jego opiekun ( ciężko go nazwać ojcem) poniewierał go, bo mały bał się osy, która latała nad lodem i strasznie płakał. Być może miał generalnie problemy emocjonalne. Finalnie wyrzucił mu loda do kosza a mały mało nie wylądował na chodniku po tym jak tata go zdzielił w głowę. Myślicie, że ktokolwiek zareagował? Nikt. Każdy przechodził, patrzył się, nawet stawał i patrzył. Nikt nic nie zrobił, nie powiedział, nie zwrócił uwagi. Nawet jak chłopczyk zatoczył się i spadły mu okulary z nosa. Ja nie mogłam. Powiedziałam, co myślę, zapytałam się go, jakie ma prawo, aby tak traktować swoje dziecko, powiedziałam, że nikomu nie wolno bić i poniżać. Oczywiście kazał mi się zamknąć, mówił, że mam się odpierdolić, że nie moja sprawa. Powiedziałam to jeszcze głośniej. Zamknął się wreszcie i poszedł. Biłam się potem z myślami, czy dobrze zrobiłam, może potem odreaguje swoje frustracje na tym bidnym chłopcu a może się zreflektuje, że nie może tak postępować. Ale zrobiłam cokolwiek, zareagowałam i zawsze reaguję. Nie piszę tego, bo chcę pokazać o jaka ja jestem wspaniała. Bałam się strasznie, tym bardziej, że nikt z przyglądających się gapiów mnie nie poparł. Ale cieszę się, że zrobiłam cokolwiek i wiem, że mimo strachu i oporów można zareagować.

Nie możemy milczeć, być może Oliwka by żyła gdyby ktokolwiek zadzwonił, zgłosił to dalej. Jeżeli nie będziemy tego robić, jest to jednoznaczne z przyzwoleniem. To tak jak byś powiedział, że tak można traktować drugiego człowieka, że można zabić dziecko, bo przeszkadza i jest za głośne.

 

 

 

Podobało się? Zostaw po sobie ślad, możesz polubić, skomentować…. Albo wracać, będzie mi miło.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Follow my blog with Bloglovin

Podobne wpisy