Moja historia cyckiem i mlekiem pisana. Karmienie piersią.

Jako, że mamy tydzień promocji karmienia piersią pomyślałam, że podzielę się swoimi doświadczeniami. Jak wiecie dzieci mam troje, co ciekawe tak naprawdę długo karmię piersią dopiero ostatnie. Dlaczego? Bo to wcale nie jest takie łatwe, ani przyjemne przynajmniej przez pierwsze tygodnie i absolutnie w niczym nie przypomina tej uroczej Pani z reklamy, która to radośnie karmi swoje maleństwo w czystym odzieniu z fryzem na głowie i uśmiechem na mordzie.

Tak, więc Oliwka była pierwsza, w jej przypadku zawiniłam i ja i sytuacja wokół mnie, różnego rodzaju komplikacje, stres, kończyłam studia. Nie dałam rady, nie czułam tego, miała uczucie, że to nie moja bajka. Karmiłam młodą może miesiąc. Przeszłam przez nawał pokarmu, zastoje, obolała brodawki. Zabrakło mi samozaparcia, wsparcia i chyba lat na karku. Nie mam do siebie pretensji, to nie jest przymus, aby karmić piersią. Według mnie każda mama może wybrać i nie powinna czuć się z tego tytułu gorszą mamą. Pamiętam, że nie lubiłam pytań, dlaczego karmię butelką, zawsze miałam wrażenie, że zrobiłam coś złego i muszę się tłumaczyć, a przecież kochałam moje dziecko tak samo, jak ta mama, co karmi piersią.

Drugi był Dawid. Byłam nastawiona na karmienie całą sobą. Bardzo chciałam, bardzo. Niestety junior był niecierpliwym dzieckiem, wściekał się jak głupi jak leciało za szybko albo za wolno. Wyrywał się, złościł, nie chciał i tyle. Wytrzymaliśmy 4 miesiące. Na końcu już ściągałam pokarm do butelki, ale to była mordęga, nie chciało lecieć, Oliwka miała 2 latka potrzebowała mojej uwagi. Źle to wspominam, trochę też samą siebie zawiodłam, myślałam, że jak przetrzymam ten pierwszy najgorszy etap potem będzie z górki, wystarczy tylko moje zaparcie się, niestety do tanga trzeba dwojga. Przy drugim dziecku miałam w nosie pytania o karmienie.

Ostatni był i jest nadal Natan. Widzicie tak naprawdę z nim mi się udało, bo karmię do chwili obecnej i uwielbiam to robić, naprawdę. Można powiedzieć, że wręcz celebruję karmienie cyckiem. Uwielbiam, kiedy się przytula, zamyka oczy, kładzie mi łapkę i ciumka. Zresztą na pewno wiecie, że podczas karmienia wydzielają się endorfiny, w naszym przypadku są to chyba tuziny endorfin. Wiadomo, nie było łatwo. Przeszliśmy przez brak pokarmu na samym początku, potem nawały straszne, obolałe sutki nie wspomnę, że do dnia dzisiejszego nie przespałam całej nocy.

Przez pierwszy miesiąc karmienie kojarzyło mi się tylko z bólem, nie mąż zawsze wiedział, że karmię w nocy, bo najpierw było słychać syk i jęk potem charakterystyczne ufffffff. Teraz się zastanawiam, jak oduczymy się karmić, bo to chyba wcale nie będzie takie łatwe.

Karmienie maluszka wymaga dużo siły i samozaparcia ze strony mamy. Bez wsparcia może jej być naprawdę trudno. Po porodzie układ hormonalny szaleje, nie wspomnę, że wszystko jest obolałe i do tego te wielkie kurewsko bolące cycki. Trzeba bardzo chcieć, aby się nie poddać, tym bardziej, że młody człowiek nie zawsze chce współpracować. Karmienie może być super przygodą, jak już się przejdzie przez te pierwsze miesiące potem jest już fajnie. Co według mnie jest na plus w cycoleniu? Skład pokarmu, wiadomo samo dobro. Ostatnie badania dowodzą, że mleko mamy nie uczula. Nie trzeba brać butelek, podgrzewaczy, mleko jest zawsze na miejscu ciepłe gotowe do podania. Jest to mega wygodne. Niesamowita bliskość z maluchem, od której jestem trochę uzależniona, a nie podejrzewałam siebie o takie emocje, serio. Finanse, bądźmy realistami modyfikowane tanie nie jest a jak jeszcze młode jest alergikiem?!

Oczywiście minusy też są, ale mamy tydzień promowania, więc skupiłam się na tej jaśniejszej stronie a co.

I tak jeszcze podsumowując, karmienie piersią nie ma nic wspólnego, z tym, która z nas jest lepsza. Jest to wybór, i każda mama ma do niego prawo.

Buźka:*

 

Podobne wpisy