Dlaczego dzieci w przedszkolu chorują? Niestety jest to bolączka większości rodziców.  Maluch zaczyna przedszkolne tudzież żłobkowe życie i zaczynają się niekończące gile do pasa, kaszle i tak dalej. Zresztą mnie samą właśnie zaczyna dotykać ten problem.

Muszę Wam powiedzieć, że już trochę zapomniałam jak to było z pierwszą i drugim. Jak pogrzebałam w pamięci odkopałam ten fantastyczny rok z kaszlem pierwszej, który trwał od października do marca z drobnymi przerwami. Tak. Było. Potem zrobiłam jej badania na alergię i wyszło mi, że z roztoczami i kurzem żyć w zgodzie nie może. Po wywaleniu wszystkich pluszaków, wykładziny, kupnie nowego łóżka było lepiej. Ale nie wiem, czy to faktycznie była kwestia podatności na alergeny czy niedojrzały układ immunologiczny, bo z przedszkola nie wywalili przecież wykładzin i pluszowych misiów, a było ich delikatnie mówiąc nie mało.  Drugi miał o tyle lepiej, jeżeli mogę tak powiedzieć, że intensywnie chorował do trzeciego roku życia, więc w przedszkolu może z kilka razy zaniemógł tak, aby nie iść, ale to były pojedyncze przypadki. A trzeci właśnie zaczął swoją przygodę z gilem do pasa, który się ciągnie drugi tydzień.

Jak to jest z tymi chorobami? Dlaczego dzieci w przedszkolu chorują?

Organizm dziecka niestety musi wypracować sobie sam odporność swoistą na inne wirusy, patogeny, z którymi nie ma, co ukrywać, największy kontakt ma w dużych skupiskach, takich właśnie jak przedszkole. I to wcale nie musi oznaczać, że dzieci w przedszkolu muszą być obłożnie chore. Wystarczy, że któreś ma katarek, nawet taki malutki, który temu dziecku przejdzie po dwóch dniach, a nasze przeora przez dwa tygodnie i albo zejdzie sobie niżej, aby urzędować w oskrzelach, albo organizm sobie poradzi. Dlaczego tak jest? Bo nasz maluch nie zna wirusów tego drugiego dziecka i musi wytworzyć własny system obronny. Podam Wam taki przykład. Jak trzeci skończył dwa latka zaczęłam go prowadzać na takie zajęcia dla maluchów, ogólno rozwojowe w domu kultury. Jedne zajęcia, dwa tygodnie smarkania. Potem go wypisałam. Raz, że nie dawałam sobie rady z chorowaniem. Za bardzo mi siadało na psychikę. Natan był mniejszy, nic nie dał sobie wytłumaczyć, płakał, cały czas płakał, a katar to była katorga dla nas wszystkich. Serio. Jak miał kontakt tylko z domownikami, albo z dziećmi, jakie znał, nie było problemu.

Czy jest na to rada?

Nie ma. Trzeba zacisnąć zęby i poczekać. W praktyce często wygląda to tak, że dziecko po prostu choruje na infekcje dróg oddechowych z dosyć dużą częstotliwością. Według pediatrów normą jest nawet dwunastokrotne zakażenie np. dróg oddechowych. Wtedy też dochodzi do tworzenia tzw. odporności nabytej, która kształtuje się podczas przebytej choroby lub kontaktu z patogenem. Czasami rodzice, jak mogą, robią dziecku przerwę na 2-3 miesiące, na ten najbardziej newralgiczny okres między zimą a ciepłą wiosną. Aby maluch się wzmocnił. Nie wiem czy wiecie, ale według badań układ odpornościowy u dziecka pełną dojrzałość osiągnie dopiero około 12. roku życia!

Ostatnio jak byłam na zebraniu w trzeciego, Pani się śmiała, że ona nie ma worka, z którego wysypuje te wirusy na dzieci. One są z każdym z nas w pakiecie. Takie dobrodziejstwo inwentarza.

Jak możemy pomóc naszemu maluchowi, aby było mu łatwiej?

Zbilansowana dieta, dbamy o to, co je nasze dziecko, organizm będzie miał siłę do walki. Trochę gorzej mają mamy niejadków. Można się wspomagać syropkami na odporność. Myślę, że każdy z Was ma swoje sprawdzone syropy, patenty takie jak syrop z cebuli, buraków i tak dalej.

Dużo świeżego powietrza. Ja wychodzę na spacery z młodym jak choruje, z każdym z nich wychodziłam, chyba, że choroba faktycznie to uniemożliwiała. To jest oczywiste. Ale jak nie było gorączki spacer po lesie czy parku, czemu nie?

Drugiemu bardzo pomagały wyjazdy nad morze. Generalnie zmiana klimatu jest dobra.

I oczywiście nie przyprowadzamy chorego dziecka do przedszkola. Raz, że zaraża innych a dwa, ma zwyczajnie przefikane. Warto pomyśleć, w ten sposób. Jak ja się czuję jak jestem chory, chora? Czy chodzenie do pracy jest dla mnie przyjemne? Czy przypadkiem nie jesteśmy wtedy ospali, nie boli nas głowa, nie mamy siły na nic i najchętniej byśmy się zakopali pod kołdrę? Oczywiście, że tak. Dokładnie tak samo czuje się nasze dziecko. To, że damy mu przed wyjściem leki przeciw bólowe nic nie zmieni. I tak będzie się czuło paskudnie. Oczywiście, nie mówię o lekkim katarze. Chociaż, wiem, że z tym też bywa różnie, ale to już inna kwestia.

Tak na pocieszenie Wam powiem, że moje starszaki praktycznie nie chorują. Nie wiem, co to latanie po lekarzach, to znaczy zaraz się dowiem znowu, bo trzeci, ale dzieci naprawdę się wzmacniają i jest lepiej. I tego się trzymajmy. Jedzmy zdrowo, dużo ruchu, dystans, wyrozumiały szef w pracy i wytrwamy, no nie?

Może również zainteresuje Cię temat Lewityn w Pabianicach

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy