Wyjazd do Chorwacji z dziećmi na WESOŁO. Każde Nasze wakacje są wesołe, ale te były wybitne… Może zacznę od tego, że nigdy, ale to NIGDY nie należy się chwalić NIKOMU, ani mówić NA GŁOS, że ostatnie wakacje były spoko, nic się złego nie działo, nikt nie wylądował w szpitalu i tak dalej. NIGDY tego nie róbcie. Dobrze Wam radzę. Ja zupełnie zapomniałam o tej złotej zasadzie.

Dzień przed kolejnym już wyjazdem do Naszej kochanej CHORWY powiedziałam całkiem przypadkiem znajomej na placu zabaw A. takie oto zdanie gdzieś tam między słowami:

– poprzedni wyjazd był bezproblemowy, chyba wakacyjne prawo MURPHEGO nas opuściło, więc teraz też będzie spoko, już przebieram nogami, no mówię CI, tak się cieszę…

powiedziałam Ja Ania matka trojga dzieci

Wiadomo, szczęście nie lubi rozgłosu, cieszymy się w samotności i najlepiej w myślach. Nie afiszujemy się, nie chwalimy, taka dygresja.

W każdym razie następnego dnia o drugiej nad ranem wyruszyliśmy.

Wstaliśmy bez problemu. Spakowani. Dzieci spały. Kawa w termosie. Pies oddany do dziadka, królik pod czujnym okiem psia psi zza ściany. Wszystko cacy.

Zatankowani, naładowani pozytywną energią pojechaliśmy w siną dal.

Podróż generalnie leciała spokojnie, dzieci nie sikały za często, kupy nie wołały, zaakceptowały kanapki i wodę do picia. Było dobrze. Na granicy z CHORWĄ doszło do delikatnego zgrzytu, nie mieliśmy testów, ale zakładaliśmy ewentualność wykonania badań na miejscu, więc z pokorą posypaliśmy głowy popiołem. Dostaliśmy adres mailowy do odesłania wyników po zrobieniu i pognaliśmy dalej.

Tutaj też wtrącę dla zainteresowanych, że testy w CHORWIE są tańsze, koszt 75 KUN i nazwijmy to mniej inwazyjne.

O godzinie 19:30 zgodnie z planem dojechaliśmy na miejsce.

Apartament miał być 150 metrów od morza, oczywiście był na stromej górce, metrów 750 albo i więcej. ABSOLUTNIE nie zrobiło to na NAS wrażenia. 150 metrów w linii prostej może i jest jakby skoczyć ze skały. W każdym razie dobry trening nie jest zły. Zresztą nie po takich wzniesieniach w CHORWIE chodziliśmy.

Obok cmentarz, ale jakby zabytkowy, pójdziemy na spacer. Zresztą ktoś w komentarzu napisał, że zamiast widoku na morze widział cmentarz, więc LUZIK. Na to również byliśmy gotowi, mieliśmy nawet przygotowany wywód dla młodocianych jakby marudzili za bardzo.

Jest dobrze.

Takie LAST MINUTE musi mieć swoje minusy.

Wytoczyliśmy się z auta na poszukiwania właścicielki.

Dzieci rzuciły się na małe kotki, które były jednym z głównych atutów tego miejsca do końca wyjazdu.

Obeszliśmy dom. Nikogo nie ma.

– Może zadzwoń do niej? – rzuciłam do Krzyśka.

– Dzwoniłem, cisza – spróbuję jeszcze raz…

Poszłam za budynek i słyszę soczyste kur@#a kątem ucha. To jestem w domu pomyślałam. Jak Nasi tu są w znacznej ilości zaraz wszystko ustalę. W sumie od razu byliśmy na Ty, wino polane, ta Nasza gościnność ?

Posypały się komentarze

– Właścicielka? Jej tu już nie, nie chciało jej się na Was czekać. Zresztą chyba tylko jedna osoba ją widziała. Ja to nawet nie wiem, czy ONA istnieje.

sąsiadka z piwnicy A

– Ja ją widziałam. Glonojad, ja nie wiem, kto jej te usta robił….

żona prezesa mieszkali w ścianie

– Poszukajcie pokoju, który jest otwarty, wszyscy tak robili. Ot taki los szczęścia.

mąż A

– Tutaj i tak nic się nie zgadza. Ja mieszkam w piwnicy a miałam mieć taras z widokiem na morze.

Prezes

– Oczywiście możecie nie znaleźć, niektórzy tak mieli.

A

– Ale jest czysto, chociaż to.

żona Prezesa

– I jest świeża pościel.

A

– Idziemy na plażę, pokażemy Wam skrót abyście nie dygali tego kilometra, tylko trochę stromo. Wpadnijcie potem na winko ?

żona Prezesa

No dobra, zaczyna się robić ciekawie….

– Ania już wiem, który jest Nasz, odebrała za 5 razem.

K

I poszłam, podjarana, młody już przebierał nogami, aby iść nad morze, torba pod pachą, będzie dobrze.

Dobra, schody ładne klatka duża, osobne wejście. I chyba mamy balkon z widokiem na morze a nie na cmentarz. Tylko chwila, jakoś mało miejsca. Jeden pokój z jednym łóżkiem, drugi i co?!

JUŻ, KONIEC?! A gdzie salon, sofa dla Drugiego, gdzie miejsce ja się pytam.Gdzie kuchnia!!!

– Aniu chodź coś zobaczysz. NIE UWIERZYSZ…

Poszłam, przeciskając się po klaustrofobicznym pokoju na taras, z którego było wejście do uwaga…KUCHNI. Projektant pił jak to wymyślał. SERIO. Mały wagonik z mikroskopijnym oknem niedomykającą się lodówką. Jedna osoba w środku to już tłok.

No chyba żart.

Jak my się tutaj zmieścimy…

– Ja chcę nad morze – krzyczał trzeci

– Ja zajmuję tamten pokój – zawołała pierwsza i już jej nie było – przecież nie będę spać z NIM – wskazała na drugiego. I wiesz co mamo, nad morzem w porównaniu z tym to było jakby LUKSUSOWO. Tak tylko przypomnę, że to była wieś….

– ciesz się, że widoku na cmentarz nie masz TY… – powstrzymałam nieparlamentarne słowa

Cdn.…

Wyjazd do Chorwacji z dziećmi na WESOŁO

Może również zainteresuje Cię temat Półwysep Pelješac idealne miejsce na niezapomniane wakacje.

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy