Może powinna pani pójść z synem do psychologa?


Tytuł wymaga wprowadzenia. Otóż, jak wiecie, zaczęłam z JR uczęszczać na zajęcia dedykowane dla dzieci w wieku 2-4 lat, które mają poniekąd przygotować malucha do przedszkola. Nasza grupa nazywa się dumnie skrzaty i jest fajnie. Pisałam również, że temperament młody ma i jak mu coś nie pasuje okazuje to całym sobą przez śligi na podłoże twarde. Ślizgom towarzyszy szloch i sceniczne ruchy nogami i rękami. Ja generalnie pozwalam mu wyrażać swoje emocje, ponieważ jest to ludzkie. Ataki złości u małych dzieci są czymś normalnym. Okazuje się, że nie dla wszystkich.

Ataki złości u małych dzieci.


Rzecz miała się następująco.

Jesteśmy grzecznie na zajęciach, młody trochę uczestniczy, trochę się bawi. Słucha się połowicznie zafascynowany jakimś odkurzaczem, lodówką i spacerówką dla lalek. Trudno. Z góry założyłam, że przychodzę na spotkania dla niego, nie dla siebie. Postanowiłam, że nie będę go zmuszać do aktywności, bo tylko go zniechęcę a cel mam odwrotny, prawda?

Przebrnęliśmy przez rytmikę, która bardzo się spodobała i pianino również, później grą w kółeczku trochę wzgardziliśmy, przy stole zjadł nawet trochę drugiego śniadania z innymi dziećmi, malować nie chciał, ale jak przyszedł czas wolny dał nura w zabawki i wariował w najlepsze. Nic, więc dziwnego, że nie miał ochoty wyjść i wykonał swój popisowy numer witaj podłogo pokrzyczę sobie.

Ja stanęłam z boku i czekałam aż się wykrzyczy. Z doświadczenia wiem, że najlepiej ignorować takie wybuchy, przyjdzie moment, kiedy buntownik załapie, że to nic nie da a wyrażać emocje można w inny sposób. Na ten moment niestety żadne logiczne argumenty i tłumaczenia typu

Rozumiem synu, że jesteś zdenerwowany, ale odłóż ten wózek z lalką musimy już iść, wrócimy tu jutro…. w momencie ataku złości i tuż przed nim zwyczajnie nie działają. Jak coś idzie nie po jego myśli, jest bunt. Moje słowa przypominają piłeczki odbijające się od ściany.

Oczywiście później zawsze rozmawiam, tłumaczę i po cichu liczę, że przyjdzie chwila, kiedy JR się uda zapanować nad emocjami a te wszystkie mądrości przekazane między słowami wezmą górę, ale na razie jest jak jest.

Tak, więc on się darł, ja sobie stałam i czekałam grzecznie.

– Może powinnaś pójść z nim do psychologa? Rzuciła mama małej Ani kiwając głową.

– Słucham?

– No, bo tak krzyczy. Wiesz, moja Ania też krzyczy, ale ja jej nie pozwalam na takie zachowanie… Kiedyś mnie uderzyła o tutaj – powiedziała pokazując klatkę piersiową, – ale na szczęście jej przeszło.

Jak bym niby miała zabronić związać, zakneblować – pomyślałam?

– To nic takiego, on zwyczajnie chce się jeszcze bawić. Nic mu nie jest.

– Acha… Mama Ani się obruszyła, kazała małej ładnie się pożegnać z grupą i wyszła.

Bardzo nie lubię, BARDZO, jak ktoś z boku wtrąca swoje trzy grosze na podstawie jakiejś sceny całkowicie wyrwanej z kontekstu.

Ja zwyczajnie uważam, że młody jest człowiekiem, tak samo jak ja, ma swoje lepsze i gorsze dni i ma prawo to manifestować. Na ten moment nie powie mi…..

Mamo nie chcę wychodzić, chcę się pobawić, bo ten wózek dla lalek to spełnienie moich marzeń i tak fajnie się go pcha po Sali a kółka tak superowo podskakują.

Na ten moment rzuci się na ziemię i zrobi swoją scenkę rodzajową pod tytułem wkurza mnie ten świat, nikt mnie nie rozumie.

Czy ja bym była zadowolona gdyby ktoś w połowie fajnej imprezy kazał mi wyjść? Nie bardzo. Może nie rzuciłabym się na podłogę tupiąc nogami, chociaż to by musiał być ciekawy widok, bo wiem, że tak nie można, ale coś tam bym powiedziała, pomyślała, cokolwiek.

Ataki złości u małych dzieci.

Więc mu pozwalam, niech się wykrzyczy, później zawsze wstaje i się przytula a potem zwyczajnie kapituluje. Wyjścia nie ma. Ale podłoża dla psychologa tu nie widzę, zwykła próba sił i manifestacja siebie.

Tak samo nie zmuszam go do malowania jak nie chce, ani do innych rzeczy, bo zwyczajnie ma prawo nie mieć na to ochoty. Poza tym zmuszanie go, nakłanianie zawsze przynosi odmienny efekt, krzyczy, płacze, wyślizguje mi się, wyrywa. Jak widzę, że chce współpracować ciągnę ile mogę a jak nie, staram się aby nie przeszkadzał innym dzieciom.

Później, jak będzie starszy, myślę, że łatwiej będzie wytłumaczyć mu zasady, obowiązki, reguły a na razie ma 2 latka. Ja mówię, on czasami słucha, czasami nie, bo akurat coś innego zaabsorbowało jego uwagę.

Dzieciak totalny zafascynowany wszystkim, co nowe, ma kółka, drzwiczki albo jest robakiem lub samolotem. I fajnie. Niech sobie będzie taki, jaki jest, w miarę wzrostu będziemy szlifować diamencik, a na razie niech błyszczy swoim naturalnym blaskiem.

Tak myślę, ile mam tyle metod wychowawczych, czasami lepiej przemilczeć, jak ktoś będzie potrzebował rady, zapyta.


Podobne wpisy