Krótka historia o zdradzie. Historia jakich wiele.

….Skończyła zajęcie na uczelni wcześniej. Na dworze było zimno z minus 18. Jej nawet pasowała taka temperatura, była w 6 miesiącu ciąży i cały czas się pociła, w domu wiecznie otwierała okna, jej mama śmiała się, że nie ma jak posiedzieć w lodówce na kawie. Tego wieczoru autobus szybko przyjechał, mogła iść do domu pieszo, nie miała daleko, ale była zmęczona.

Wsiadła do windy zdyszana i wjechała na samą górę zamieniając kilka słów z sąsiadką. Weszła jeszcze po schodach na ostatnie piętro, przekręciła klucz w zamku. Powiesiła płaszcz, zdjęła buty, weszła do salonu i zobaczyła ją. Siedziała na jej kanapie w jej kapciach i bawiła się z jej kotem. Przy oknie siedział jej mąż. Na ławie stały dwie lampki po winie i talerze z resztką spaghetti. Zapanowało dziwne milczenie. Ona poruszyła się nerwowo, wstała, podała jej rękę, Agnieszka jestem, uśmiechnęła się koślawo i zdjęła kapcie z nóg. On zaproponował kawę.

Miała wrażenie, jakby przyszła w gości do ich domu. Usiadła. Kot wskoczył jej na kolana. To może ja już pójdę. Odezwała się ona. Poczekaj odprowadzę Cię, zawołał za nią, zapomniał o kawie, niemalże wybiegli przez drzwi, potykając się o swoje nogi….. Jakiś czas zastanawiała się nad tą sytuacją, pytała się o nią, kim jest, co robiła w ich domu, na jej kanapie w jej kapciach. Dowiedziała się, że to koleżanka z pracy, że go oskarża o coś, czego nawet nie zrobił, że nie ma prawa ich oceniać a poza tym przecież na niczym ich nie przyłapała. Nie chciała się kłócić, wolała udać, że nic się nie dzieje, schować głęboko lęk, który powolutku wkradał się w jej poukładany świat.

Później działy się dziwne rzeczy, jego głównie nie było w domu, tłumaczył się nawałem pracy, nadgodzinami, czasami nie wracał na noc, mówił, że śpi u kolegi, mieszka obok zakładu, ma bliżej nie musi czekać na nocny autobus, aby wrócić do domu. Wierzyła mu, chciała wierzyć, niby, dlaczego miałby ją okłamywać, przecież spodziewali się ich pierwszego dziecka. Co prawda ciąża była zaskoczeniem, ale, jakoś sobie przecież poradzą. Fakt, ostatnio trochę się kłócili, docierali się cały czas, ona miała straszne huśtawki nastrojów, nic jej nie pasowało, dużo przytyła, nie mogła na siebie patrzeć, miała wszystkiego dosyć. Czytała, że to normalne, potem przepraszała, tłumaczyła, ze nie chce się tak zachowywać, ale sama nie wie, czemu taka teraz jest, na pewno wszystko się zmieni po narodzinach dziecka. Ich dziecka.

Któregoś dnia wstała przed nim, on spał jeszcze na kanapie w salonie, wrócił nad ranem, na stole leżał jego telefon. Podeszła na palcach, serce łomotało jej jak szalone, ręce się trzęsły. Wzięła go i po cichutku poszła do kuchni. Usiadła na podłodze, obracała w palcach komórkę, zastanawiając się, czy na pewno chce to zrobić. Znała pin. Teraz albo nigdy pomyślała. Wzięła głęboki wdech, trzęsącymi się palcami wystukała kod. Otworzyła folder wiadomości. Wszystko stało się jasne, w ciągu kilku minut poskładała w całość obrazy i sytuacje, które miały miejsce, ona na kanapie, wspólna impreza firmowa, nadgodziny w pracy, nocowanie poza domem. Ostatni wiadomość dotyczyła dzisiejszego dnia, miał ją odebrać z uczelni, ona tak tęskni i tak go kocha.

Świat się zatrzymał. Jak wraca pamięcią do tamtego dnia, widzi jakieś wylatujące koszule przez okno, jakieś potłuczone zdjęcie, jego, jak siedzi w kącie. Jakim prawem ruszałaś mój telefon? To były jedyne słowa, jakie usłyszała, zanim reszta koszul poszybowała wysoko a spakowana torba znalazła się za drzwiami.

Nic już nie było takie samo, tego dnia zaczęła swoje życie od początku.

Widziała ich później raz czy dwa razy, jadąc tramwajem, jak szli razem, jak trzymał ją za rękę. Pogłaskała swój brzuch starając się patrzeć w inną stronę, otarła łzę spływającą po policzku, musiała żyć dalej, musiała żyć dla niej….

Podobne wpisy